Prezentuję opowiadanie pt. „Odrodzenie”. Akcja dzieje się w Ornitodei – świecie zamieszkiwanym przez antropomorficzne ptaki, stanowiące tam jedyny gatunek istot rozumnych.
Miłej lektury!
Anastazja ziewnęła, szeroko otwierając dziób. Już trzeci raz czytała ten sam fragment rękopisu o dogmacie, który niegdyś przekazała avesom Feniks we własnej osobie. To, że dopiero niedawno przyleciała do domu po harówce w świątyni, dodatkowo nie pozwalało jej się skupić. Czuła, iż po prostu musi zająć się czymś przyjemniejszym.
Poczytała jeszcze przez parę chwil, po czym zgasiła świece i wstała z krzesła, rozkładając skrzydła do pełnej rozpiętości. Rozciągnęła się, następnie wzleciała do góry, w stronę tarasu. Gdy wylądowała na krawędzi, za jedną z arkad przy barierce stał brat, który obserwował miasto w świetle zachodzącego słońca.
– Geraki.
Tamten odwrócił się w kierunku Anastazji, nie kryjąc zaskoczenia. Jak to sokołowaty mężczyzna, charakteryzował się ciemnym upierzeniem, z wyjątkiem brzucha, gdzie dominowało białe z ciemnymi prążkami. Od razu dostrzegła złoty medalion z wyobrażonym nań sokołem, zawieszony na szyi.
– Ana? Czy nie miałaś się uczyć?
– Wiem… Przepraszam, muszę się na chwilę oderwać. Mogę dotrzymać ci towarzystwa?
Geraki z otwartym dziobem spojrzał w bok, ale szybko odpowiedział:
– Jasne.
Podeszła bliżej. Dopiero gdy stanęła przy bracie, dało się dostrzec, że przewyższa go o głowę.
– Co robisz? – zapytała.
Chłopak ponownie odwrócił się w stronę panoramy. Westchnął głęboko.
– Oglądam miasto. W końcu… jutro już wylatuję i długo mnie nie będzie.
Oparła się o barierkę. Nie chcąc wyrywać brata z zamyślenia, postanowiła popatrzeć wraz z nim. Mieszkali wysoko, tak jak większość avesów, więc z tarasu rozpościerał się widok na dużą część przepięknej Pyrkagii. Pośród wysokich, kolorowych domostw zbudowanych z marmuru, bazaltu tudzież piaskowca przelatywali inni mieszkańcy. Zgodnie z lokalną modą ubierali się w przewiewne tuniki – szyte i obwiązywane tak, że nie krępowały ruchów oraz by dawało się je łatwo założyć pomimo skrzydeł – albo w krótkie spodnie, zostawiając nagie torsy. Przy akweduktach bawiły się podloty, które organizowały sobie wyścigi z przeszkodami. Dalej, nad budynkami, pyszniły się: jaskrawo ubarwiony pałac Matriarchiń, arena zawieszona na fundamentach rozmiarów tak dużych, że aż chowała się w chmurach, wielka świątynia Feniks wzniesiona na wzgórzu z dala od domów, jak również ogromne wieże strażnicze, stojące na granicy miasta. Niektórzy avesowie obniżali lot, żeby odwiedzić szpitale – jedyne niskie budowle.
Miasto to miało się czym pochwalić. Anastazja tym bardziej żałowała, że Geraki wkrótce musi je opuścić. Nie mogła jednak nic poradzić na to, iż wraz z innymi żołnierzami jest potrzebny na froncie.
Ellia – kraj avesów sokołowatych – toczyła wojnę z państwem Kelagh, zamieszkałym przez krukowatych. Kiedy dziewczyna się wykluła, konflikt ten trwał już od kilku pokoleń i nic nie zapowiadało jego rychłego końca. Zastanawiała się, dlaczego Kelaghijczykom tak bardzo zależało na tym, by podbić ten kraj. Krukowaci albo potrzebowali jak najbardziej rozległego terytorium, zarówno ze względu na zasoby, jak i miejsca do lęgów, albo chcieli zemsty przez wzgląd na Roka – ptaka ponoć tak ogromnych rozmiarów, iż kiedy wzlatywał, zasłaniał ciałem słońce. Wierzyli bowiem, że gdy nastaje noc, zjawia się ich bóg, a wraz z nadejściem dnia przylatuje Feniks, która „zabiera” go wiernym wyznawcom.
Jednakże Anastazja uczyła się historii, więc wiedziała, że prawda może być jeszcze inna. Krukowaci mogli po prostu pragnąć zdominować sokołowatych, ponieważ niegdyś podbili ich ziemie i przez wiele lat je okupowali, a Ellian czynili niewolnikami. Nie zamierzali wybaczać im tego, że w końcu wyzwolili się spod jarzma oprawców.
Dziewczyna myślała, czy porozmawiać o tym z Gerakim. Nie odważyła się jednak, gdyż czuła, że wojna to ostatnie, o czym chciałby słyszeć.
– Nakupowałem wcześniej trochę zapasów i zostawiłem oszczędności – odezwał się brat nagle. – Nie wiem, w czym jeszcze mogę pomóc.
– Spokojnie, Geraki, poradzę sobie. Ja mam swoje obowiązki, ty skup się na swoich.
Brat milczał. Anastazja spojrzała na niego ze zrozumieniem.
– Chyba już wrócę do lektury…
– Jak tam nauka? – wszedł w słowo siostrze.
– Nawet nie pytaj. Nie wiem, kto spisywał nauki, którymi dzieliła się z nami Feniks, ale są koszmarnie nudne.
– Nie chce się? – wtrącił Geraki z rozbawieniem.
– Nie, to nie tak! Jestem kapłanką, więc muszę znać nasz dogmat! Bardzo mnie interesuje wszystko, co związane z Feniks. Ale kiedy zabieram się za czytanie, nagle mam ochotę zrobić cokolwiek, byle się od tego oderwać.
– Czyli nie chce ci się.
– Geraki, nie denerwuj mnie.
– Kto kogo tu denerwuje? – odrzekł brat jowialnie, szybko jednak spoważniał. – Ana, już o tym rozmawialiśmy. Nie porzucaj tego. Zostajesz tutaj, więc jest bardzo ważne, żebyś poznała nauki Feniks. I… nie wiem, może wniosła do tego kraju coś dobrego? Na wojnie może wydarzyć się wszystko.
– Nawet tak nie mów, Geraki. Musisz wrócić cały i zdrowy.
Chłopak westchnął, po czym otworzył dziób. W jego oczach pojawiła się iskra.
– Tak będzie! A ty wracaj do nauki, bo potem już nie będziesz miała tyle czasu.
– Wybacz, potrzebuję jeszcze chwili. Poza tym, Kaliksta i tak pozwoli mi głosić kazania nie wcześniej niż za kilka lat.
Geraki zmrużył oczy.
– Kaliksta?
– Moja mentorka.
– A, racja.
Uwagę Anastazji ponownie przykuł naszyjnik.
– Co to za medalion?
– Który? Ten? – spytał Geraki, podnosząc łańcuch pazurami.
– Mhm. Nigdy nie mówiłeś, skąd się wziął, a widzę, że ostatnio często go nosisz.
– Dziwne, myślałem, że się nim już chwaliłem… No nic. Dostałem go od dziadka stryjecznego.
Przyjrzała się medalionowi z jeszcze większym zaciekawieniem.
– Przecież nie żyje od sześciu lat.
– Wiem. To dawny prezent. Teraz go noszę, bo przypomina mi o staruszku. W dodatku… wiem, że ochroni mnie przed zagrożeniem.
Anastazja wytrzeszczyła oczy, próbując zrozumieć, co usłyszała.
– Ale jak…
– Uwierz. Wiem, o czym mówię.
– No… dobrze. – Anastazja speszyła się. – W takim razie lecę dalej się uczyć. Mam nadzieję, że jeszcze jutro rano się zobaczymy.
– Wylatuję o świcie. Zapomniałaś?
– Więc… – Dziewczyna przytuliła gorąco Gerakiego. – Uważaj na siebie!
– Dzięki, Ana. Ty też.
Gdy rozmawiała z bratem, tym dobitniej zdała sobie sprawę, ile mu zawdzięcza. Kiedy skończyła edukację, podjęła decyzję, że chce służyć jako kapłanka Feniks. Chłopak natomiast po odbyciu szkolenia wojskowego mógł cieszyć się swobodą, dopóki nie zostanie powołany do służby. Oboje jednak już w wieku nastoletnim musieli szybko dorosnąć – ojcu pisany był udział w wojnie, zaś matka niedługo potem zmarła, rażona chorobą. Geraki utrzymywał siebie i Anastazję, a ponadto jak najwięcej w domu robił osobiście, żeby poświęcała więcej czasu na naukę.
A teraz musieli się pożegnać.
Wiedziała, że da sobie radę. Ale tęsknoty za bratem nikt jej nie wynagrodzi.
– Niegdyś Feniks rzekła: „To, co umiera, zawsze się odradza” – głosiła kazanie Kaliksta, stojąc za amboną na konstrukcji zawieszonej przy ścianie. Wierni słuchali w milczeniu; siedzieli w klęku na poduszkach, mając złożone skrzydła i wyciągnięte wygodnie ogony. Powyżej ambony wisiała żerdź, na której po lewej stronie klękała Anastazja, a po prawej inna kapłanka, Nikanora. – Zastanówmy się teraz chwilę nad tymi słowami. Jest to dla nas aż nadto czytelne, jako że nasza Pani, przeżywszy dość lat, obraca się w popiół, z którego wraca do życia, na nowo promieniejąc pięknem i dostojnością. Można powiedzieć, że jej ogień gaśnie tylko po to, by pewnego dnia zapalić się znów. Spójrzmy zresztą na te pochodnie. – Duchowna wskazała po kolei cztery zapalone łuczywa, zatknięte przy kolumnach podtrzymujących zadaszenie świątyni. – Ich ogień prezentuje się wspaniale, nieprawdaż? Jednak prędzej czy później musi przyjść czas, gdy gaśnie, w ten sposób ustępując miejsca pustce. Nie trwa ona długo, albowiem kiedy te pochodnie zapalimy z powrotem, świecą równie mocno i dostojnie, co wcześniej.
Kaliksta przerwała kazanie. Anastazja wiedziała, co to oznacza – duchowna chciała, aby słuchacze zastanowili się nad jej słowami, pojęli ich sens, zanim postanowi kontynuować. Działało to tym lepiej, że odwołała się do symboliki nierozerwalnie związanej z Feniks.
W końcu podjęła dalej:
– Jeżeli to świadectwo nam nie wystarczy, popatrzmy dalej. Nawet natura dostarcza dość dowodów na to, że odrodzenie istnieje wszędzie. Czyż nie widzimy go w cyklu mijania się słońca i księżyca? Gdy dzień umiera, w jego miejsce wstępuje noc, a później witamy kolejny dzień, piękny tak jak poprzedni. A czyż zmiana pór roku nie jest takim dowodem? Nadchodzi zima, wówczas rośliny i zwierzęta zapadają w sen, a na wiosnę wszystko budzi się do życia, odradza. Nawet to, że my, kobiety, wydajemy światu nowe życie, jest świadectwem tego cudu. Każde z nas bowiem kiedyś zakończy swój cykl, lecz gdy to się stanie, wrócimy tutaj jako pisklęta. Odmienieni i gotowi na nowe doświadczenia. Dlatego kiedy widzimy, że coś ma swój koniec, nie lękajmy się. Jest to bowiem zaledwie koniec dotychczasowego, a to zawsze oznacza też początek nowego. Tak rzecze Feniks. Powstańmy.
Wierni wstali i zaczęli odmawiać modlitwę, w której prosili Feniks o okazanie łaski oraz sławili wszelkie życie. Anastazji nie pozostało nic innego, jak odprawić modły wraz z nimi.
W skupieniu, pokorze i nadziei, że wszystko pójdzie dobrze.
– Jak tam, Anastazjo, co teraz planujesz? – zapytała Nikanora, kiedy obie opuściły świątynię.
– Muszę polecieć na targ i zrobić zakupy, bo jutro nie mam nic na śniadanie. A ty?
– Jeszcze nie wiem… ale chyba wybiorę się z tobą. Miałam w sumie poszukać sobie jakichś błyskotek.
Anastazja spojrzała na koleżankę z zaskoczeniem, ale po chwili stwierdziła szyderczo:
– Ej, ale to mężczyźni muszą się przypodobać tobie, a nie na odwrót!
– Uważasz, że robię to dla nich? Sama chcę ładnie wyglądać.
– Dobra, dobra.
Kapłanki rozłożyły skrzydła, po czym wzbiły się w powietrze i udały na miasto.
Targi rozłożono po jego drugiej stronie, ale nie stanowiło to żadnej przeszkody. Dziewczyny wznosiły się ponad kilkupiętrowe budowle, tak jak nakazywały przyjęte zasady ruchu – co rusz mijały innych mieszkańców. Wielu avesów odsłaniało nagie torsy, pyszniąc się bogatą paletą kolorów piór. Mężczyźni eksponowali mieniące się prążki, a kobiety – fantazyjnie wymalowane wzory.
Oczywiście kapłanki nie mogły powstrzymać się od złośliwych komentarzy ani rozmów na temat tego, jak dobrze by wyglądały, gdyby też zdecydowały się przefarbować pióra.
Przez gwar przebił się donośny głos. Kiedy podleciały bliżej, zobaczyły mężczyznę – sądząc po dworskim stroju, urzędnika – który kucał na zawieszonej wysoko kładce, opartej o dwie kolumny. Przed nim na placu stała garstka mieszkańców.
– Jutro w południe na arenie, w imieniu miłościwie nam panujących Matriarchiń – Eufrazji, Tryfeny i Amaranty – odbędzie się egzekucja avesów skazanych na karę śmierci za zbrodnię wystąpienia przeciw Ellii! – oznajmił mężczyzna, po czym rozwinął pergamin. – Ci zdrajcy to… – Zaczął czytać imiona kilkunastu obywateli, z których Anastazji i Nikanorze mówiło coś tylko kilka z nich. Dziewczyny ogarnęła trwoga. – Taki sam los czeka wszystkich innych, którzy ośmielą się konszachtować z wrogiem!
Stwierdziły, że nie chcą słuchać dalej, więc na skrzydłach opuściły plac.
– Przerażające – rzekła Anastazja. – To może dotknąć każdego.
– Tak… ale obie wiemy, jak jest.
To wydarzenie przypomniało kapłance o smutnej rzeczywistości. Kelaghijczycy władali taumaturgią umysłu, dzięki której mogli wpływać na innych: tworzyli iluzje, zmuszali ofiary do uległości, a nawet przejmowali kontrolę bądź zmieniali wspomnienia. Często zresztą mówiło się o tym, że krukowaci – zanim przepędzono ich z Ellii – w każdym mieście zdążyli pozostawić szpiegów. Nie musieli to być oni we własnej osobie – zbierać informacje mogli także sokołowaci.
Ta świadomość utrzymywała społeczność w ryzach. Mieszkańców proszono, by sprawdzali siebie nawzajem. Gdy zaś kogoś podejrzewano o współpracę z krukowatymi lub ich szpiegami, wtrącano go do lochu i przepytywano tak długo, aż udało się ustalić, czy faktycznie wszedł w taki układ. Władze nikogo nie traktowały lekko – nieważne, czy sokołowaci pomagali Kelaghowi z własnej woli, czy nie, wszystkich takich avesów uznawano za zdrajców i skazywano na śmierć.
U Anastazji cały czas z tyłu głowy pojawiały się myśli, czy osoba, z którą rozmawia, ma cokolwiek wspólnego z krukowatymi. Czuła się zmęczona tym wszystkim, ale nie ona jedna. Dla świętego spokoju uważała, że obecnie trudno o lepsze kroki, by poradzić sobie z tą sytuacją. Teraz jednak nie chciała o tym rozmawiać i wiedziała, że Nikanora także.
– Słuchaj, chcesz przelecieć się na arenę? – zapytała.
– Po co?
– Chciałam popatrzeć. Tylko na chwilę.
– No… W sumie mi się nie śpieszy.
Wzbiły się w powietrze jeszcze wyżej, śledząc fundament o niewyobrażalnie wielkiej wysokości, który prowadził do jednej z najwspanialszych budowli w mieście.
Mieszczącą się ponad chmurami arenę zbudowano w bardzo różnych celach: avesowie omawiali tam sprawy dotyczące państwa, wystawiali sztuki teatralne, organizowali walki. Siedząc na trybunach, każdy mógł widzieć, co się dzieje, nawet gdyby uczestnicy wydarzenia postanowili zrezygnować z podestu usytuowanego w centrum budowli i przenieśli się w powietrze. W tej chwili arena była pusta. Anastazja uczepiła się stopami krawędzi nad trybunami, po czym w kuckach przyjrzała się całej budowli. Zaraz potem dołączyła do niej Nikanora.
Koleżanka już otworzyła dziób, żeby coś powiedzieć, ale tamta odezwała się pierwsza:
– Geraki zawsze lubił tu przylatywać.
Popatrzyła na Anastazję z zaskoczeniem. I zrozumieniem.
– No tak…
– Uwielbiał przedstawienia. Mówił, że to świetna rozrywka i że dzięki nim uczył się czegoś nowego. A jeszcze – zaśmiała się – zawsze było na kogo popatrzeć.
– No wiesz co, żeby takie rzeczy mówić! – odparła Nikanora żartobliwie. – Ale rozumiem, o co chodzi. – Westchnęła. – Ile to już lat?
– Odkąd wyruszył na wojnę? Dwa.
– Szmat czasu… Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ktoś z moich bliskich tyle czasu spędził poza miastem. Jeszcze nie mając pojęcia, co się dzieje… Przepraszam. To na pewno dla ciebie trudne.
– Nic nie szkodzi. Można się przyzwyczaić. – Anastazja zawiesiła na chwilę głos. – Poza tym, rok temu Geraki napisał do mnie list. Wiesz, przyleciał posłaniec i roznosił wiadomości po całym mieście. Pytałam go, co się dzieje na wojnie, lecz on odpowiadał zdawkowo. Ogólnie nie był zbyt rozmowny.
– A co w tym liście?
Dziewczyna westchnęła głęboko.
– Geraki trzyma się świetnie. Radzą sobie, ale jeszcze trudno powiedzieć, czy uda im się powstrzymać krukowatych.
Nikanora przez moment wpatrywała się w koleżankę osłupiała. Szybko się otrząsnęła.
– Przepraszam, Anastazjo, ale chyba nie powinnyśmy rozmawiać na ten temat. Przynajmniej Gerakiemu nic nie jest i tego się trzymajmy.
– Masz rację – rzekła po chwili tamta, po czym wstała. – Lećmy już na targ.
– Dobrze.
Rozłożyły skrzydła i opuściły arenę.
Kiedy znalazły się nad targiem, już z dużej wysokości zobaczyły pożywienie i biżuterię – wszystko to mieniło się kolorami tak, że dało się bardzo łatwo odróżnić od reszty otoczenia. Rzecz jasna miejsce było zatłoczone jak zwykle; bardziej na ziemi, jednak wielu mieszkańców też przelatywało.
Anastazja chciała zniżyć lot, gdy Nikanora położyła jej rękę na ramieniu.
– Popatrz! – poleciła, wskazując horyzont.
– Gdzie? Czekaj, podlećmy wyżej, bo za dużo tu avesów.
Tak zrobiły. Wówczas zobaczyły coś, co nie zdarzało się codziennie: oddział uzbrojonych sokołowatych leciał w stronę miasta.
– To… nasi – zauważyła Anastazja, nie kryjąc zdziwienia. – Ale co tu robią?
– Ja wiem? Podlećmy bliżej.
Kapłanki zauważyły, że zaciekawieni avesowie również przerwali to, co dotychczas robili, aby przyjrzeć się niespodziewanym przybyszom. Anastazja czuła niepewność.
To mogło oznaczać wszystko. Wojna się skończyła? Czy to były niedobitki, które się wycofały, by uniknąć śmierci? A w tej sytuacji Geraki…
„Nie! Najpierw sprawdź, o co chodzi, a potem wylatuj z myślami dalej”.
Po chwili Anastazja zobaczyła, że zbrojni ciągnęli sokołowatych zakutych w łańcuchy. Przyjrzała się bliżej sylwetkom.
I zdjął ją strach. Mimowolnie zaczęła piszczeć.
– Co się stało? – zapytała Nikanora.
Dziewczyna z trudem mogła wydobyć głos. W końcu wydusiła:
– Tam jest… Geraki!
Brat leciał ze spuszczoną głową wraz z innymi więźniami.
– Gerakiego wraz z pozostałymi oskarżono o współpracę z wrogiem – opowiadała Anastazja, jeszcze roztrzęsiona po tym, co się wydarzyło. – Tak powiedział jeden z żołnierzy.
– Chciała jeszcze pomówić z bratem – wtrąciła Nikanora – ale nie pozwolono jej podlecieć, nawet kiedy błagała.
Kaliksta kiwnęła z namysłem głową. Spojrzała smutno po kolei na obie feniksjanki.
– Powiedzcie tylko, moje drogie, o czym traktowało ostatnie kazanie.
Dziewczyny popatrzyły na siebie nawzajem. Sprawdzała, czy nikt nie zmienił im wspomnień.
– O tym, że wszystko się odradza – odparła Anastazja. – I że nie musimy bać się końca, gdyż to oznacza też początek czegoś nowego.
– Dobrze – odrzekła mentorka. – Chodźmy w bardziej ustronne miejsce.
Po spotkaniu z żołnierzami dziewczyny stwierdziły, że muszą jak najszybciej powiadomić o sytuacji starszą duchowną. Ponieważ rzadko opuszczała świątynię, liczyły, iż właśnie tam ją znajdą, i nie pomyliły się.
Gdy Anastazja leciała wraz z Nikanorą, nie mogła odpędzić od siebie myśli o Gerakim. Nawet kiedy żołnierze zabronili się zbliżać, ich wzrok zdążył się ze sobą spotkać. Brat wyglądał tak, jakby chciał powiedzieć: „Nie ma dla mnie nadziei”. To wspomnienie nie opuszczało jej aż do teraz.
Kaliksta zaprowadziła podopieczne do zaplecza. Stało tam kilka krzeseł z pustą przestrzenią tuż nad siedzeniem oraz z oparciem sięgającym poniżej łopatek. Przy ścianie na końcu pomieszczenia znajdował się stół, na którym leżały niezapalone łuczywa tudzież inne przedmioty związane z obrzędami, a nad nim wisiało lustro oprawione w ozdobną ramę.
Kapłanki zajęły miejsca. Anastazja wspólnie z Nikanorą patrzyła na mentorkę wyczekująco. Ze wszystkich sił próbowała się uspokoić, ale nie potrafiła.
– Posłuchaj, słońce – zwróciła się do niej Kaliksta. – Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dla ciebie łatwe. Dlatego bardzo się cieszę, że przyleciałyście tutaj, gdyż dzięki temu możemy wspólnie przemyśleć, co dalej…
– Ale ja nie wierzę, żeby Geraki to zrobił! – wybuchnęła Anastazja. – Zawsze deklarował, że kocha swój lud! I on ma za to odpowiadać?
– Prosiłabym, byś opanowała emocje. Nigdzie nie powiedziałam, że twój brat istotnie dopuścił się zdrady. Nikanoro, a co ty sądzisz?
– Więc… – Dziewczyna zawahała się, szybko jednak powiedziała: – Anastazjo, z całym szacunkiem, ale uważam, że powinnyśmy rozważyć wszystkie możliwości.
Tamta łypnęła na koleżankę podejrzliwie.
– Co przez to sugerujesz?
– Dobrze wiesz, do czego zdolni są krukowaci. Mogli przejąć nad Gerakim kontrolę albo wydobyć od niego ważne informacje, a potem zmienić mu wspomnienia. Musiał paść ofiarą Kelaghijczyków, skoro ma teraz trafić do lochu. Skąd wiemy, że nie zdradził kraju?
Anastazja pokręciła głową z niedowierzaniem. Mimo to po chwili pokajała się w duchu.
– Sama nie wiem. Tylko że… to bez sensu. Dlaczego ma odpowiadać za to, że nie mógł przeciwstawić się krukowatym? Poza tym, podobno wielu niewinnych avesów zostało skazanych na śmierć tylko dlatego, że podejrzewano ich o współpracę z wrogiem.
– Ale niektórzy nie musieli nawet być na wojnie, Anastazjo. Ktoś może udać się do innego miasta, aby zarobić na handlu, a po powrocie wzbudzi podejrzenia, gdyż nie wiadomo, z kim mógł mieć styczność. Nie wiem, czy tak zarządziły same Matriarchinie, czy ktoś z urzędników wpadł na taki pomysł, lecz nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić.
– Wystarczy! – upomniała Kaliksta podopieczne. – Weźcie pod uwagę, o kim w tej chwili rozmawiacie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek nas podsłuchiwał, jednak uważajmy na to, co mówimy.
– Przepraszam – rzekła Anastazja, po czym westchnęła. – Ale potrzebuję rozwiązań. Nie mogę tego tak zostawić.
– Jest to w pełni zrozumiałe. Uważam, że najlepiej postąpimy, jeśli po prostu porozmawiamy z twoim bratem.
– Tylko czy Anastazja czegoś się od niego dowie? – zapytała Nikanora. – Usłyszy, co ma do powiedzenia, ale nie będzie wiedziała, czy mówi prawdę.
– W takim razie co proponujesz? – odparła tamta ze złością. – Mamy sprawdzać siebie nawzajem, tak? Więc muszę spróbować. Tylko dobrze by było, gdybym najpierw się do niego dostała, a ci żołnierze na pewno nie pozwolą mi wejść do lochu.
– Masz rację – wtrąciła Kaliksta. – Zwykle w takich sytuacjach straż otrzymuje rozkaz, by nie wpuszczać nikogo. – Zawiesiła głos, po czym dodała radośnie: – Chyba że za zgodą Matriarchiń.
Anastazja zamrugała kilka razy. Odniosła wrażenie, że nie zrozumiała.
– W jaki sposób…
– Jak wiecie, mam już swoje lata – weszło w słowo mentorka. – Nie zapominajcie jednak, że też kiedyś byłam pisklakiem, a potem podlotem. Uczęszczałam na nauki, w waszym wieku również pełniłam służbę kapłańską na cześć Feniks. Zapewne się domyślacie, że Matriarchinie, jako członkinie naszej wspólnoty, także przez to przechodziły.
– Czyli…
– Znam władczynie jak własne siostry. A co więcej, przyjaźnię się z Drugą Matriarchinią, Amarantą.
Anastazja domyślała się, do czego zmierza mentorka, jednak nie przeszkodziło jej to w tym, by wydać z siebie pisk podziwu. Spojrzała na Nikanorę. Koleżanka, kiedy usłyszała tę nowinę, wytrzeszczyła oczy i otworzyła dziób.
– Czy to znaczy, że możesz uwolnić Gerakiego? – Młoda kapłanka nawet nie próbowała powstrzymywać narastającego podniecenia.
– Tego nie powiedziałam – odparła Kaliksta. – Twojemu bratu postawiono bardzo poważne zarzuty, nie mogę więc do tego stopnia wpłynąć na ową decyzję. Gdy tylko skończymy rozmowę, zamierzam udać się do pałacu, poprosić o audiencję i wystąpić o zgodę na to, byś spotkała się z Gerakim.
– Polecę z tobą.
– Nie. To zły pomysł. Chciałabym, żebyś została w świątyni, dopóki nie wrócę. Powinnam być późnym popołudniem, tak abyśmy razem udały się do lochu, w którym przetrzymywany jest twój brat.
– Wybacz, Kaliksto, ale czy będę do czegoś potrzebna? – zapytała Nikanora. – Bardzo wspieram sprawę Anastazji, ale mam też inne sprawy, którymi chciałabym się zająć.
– Jesteś wolna. Bardzo dziękuję, że wspomogłaś nas swoim zdaniem. Widzimy się jutro.
Wstała i skłoniła się nisko, rozkładając skrzydła.
– Cała przyjemność po mojej stronie. Anastazjo – zwróciła się do koleżanki – nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Tamta westchnęła.
– Również chciałabym w to wierzyć. Trzymaj się.
– Do zobaczenia.
Nikanora opuściła zaplecze, po czym wzbiła się w powietrze i wyszła ze świątyni. W tym czasie Anastazja ponownie spojrzała na mentorkę.
– Dlaczego nie chcesz, żebyśmy poleciały do pałacu razem?
Wychwyciła zatroskane spojrzenie Kaliksty. Uświadomiła sobie, że zadała pytanie, na które nie da się odpowiedzieć w sposób zadowalający ani dla pytającego, ani dla pytanego.
– Nie jestem pewna, czy wiesz, kim właściwie są Matriarchinie – podjęła wreszcie starsza duchowna. – Sama wspomniałaś o polityce prowadzonej w Ellii. Wiesz o tym z rozmów z mieszkańcami, prawda?
– No… tak. Trudno o tym nie słyszeć.
– W takim razie muszę cię niestety zapewnić, że te pogłoski nie wydają się ani trochę przesadzone. Amaranta widzi, że niektórzy urzędnicy, generałowie i inni bezpośredni podwładni Matriarchiń wysyłają coraz więcej avesów na egzekucję. Jej zdaniem istotnie to wygląda tak, jakby byli skazywani za same podejrzenia.
– Jak to „jej zdaniem”? – zdziwiła się Anastazja.
– Władczynie nie zajmują się tym osobiście, więc mogą nie zauważać, co tak naprawdę się dzieje. Sądzę jednak, że możemy w to wierzyć.
– Zatem dlaczego nic z tym nie zrobią? Przecież to one reprezentują nauki Feniks! Gdzie się podziały miłosierdzie i szacunek dla cudzego życia?
– Pierwszej Matriarchini, Eufrazji, może na tym wcale nie zależeć. Nawet Amaranta nie chciała mi mówić wszystkiego. Pamiętaj, Anastazjo. Nasze władczynie są mściwe i pamiętliwe. Jeśli je w jakikolwiek sposób urazisz, mogą nie cofnąć się przed niczym, by wyrządzić krzywdę. Możesz być pewna, że o naukach dobrotliwej Feniks łatwo zapomną, kiedy uznają to za wygodne. Szczególnie wystrzegaj się Eufrazji, gdyż to do niej zawsze należy ostatnie słowo.
– Będę uważała, oczywiście. Ale… jak to się ma do Gerakiego?
– Uczynię, co w mojej mocy, żebyś mogła porozmawiać z bratem i może nawet zrobić w jego kwestii coś więcej, jeśli uznasz to za stosowne. W żadnym wypadku jednak nie podejmuj kolejnych decyzji sama, a szczególnie nie próbuj na własną rękę starać się o audiencję u Matriarchiń. – Kaliksta wstała, podeszła do Anastazji i patrząc jej w oczy, rzekła ciszej: – Z nimi nie ma żartów.
Chwilę po tym, jak Anastazja weszła do podziemnego lochu, zrobiło jej się tak niedobrze, że zapragnęła jak najszybciej stamtąd wyjść. Gdyby nie obecność Kaliksty obok, zapewne tak by postąpiła. Starsza duchowna nawet spojrzała na podopieczną z zatroskaniem, ta jednak rzekła:
– Nic mi nie jest.
Po powrocie do świątyni mentorka obwieściła, że Matriarchinie wyraziły zgodę, by Anastazja spotkała się z Gerakim. Przetrzymywany był w lochu, w głąb którego obie w tej chwili się zapuszczały. Gdyby nie zapalone pochodnie zatknięte przy kamiennych ścianach, już po kilkunastu krokach powitałyby całkowitą ciemność.
Młoda feniksjanka wiedziała, że tylko tak może spotkać brata, ale nie mogła nic poradzić na to, iż zamknięte i ciasne pomieszczenia ją przerażają. Oczy ledwo przyzwyczajały się do półmroku, niebawem zaczęło śmierdzieć stęchlizną, a co najgorsze – czuła się osaczona. Ograniczona. Chciałaby rozłożyć skrzydła i uciec stąd jak najdalej, lecz nie miała ku temu przestrzeni. Tym dobitniej sobie uświadomiła, że dla każdego musi to być najgorsza możliwa tortura.
Skoro takie myśli krążyły po jej głowie, co musiał czuć Geraki?
Szczęśliwie niedługo potem opuściły korytarz i ujrzały mężczyzn, którzy skierowali w ich stronę włócznie. Jeden z nich zawołał:
– Stać! Kto idzie?
– Czy nie poznajesz wyższej kapłanki? – odparła starsza duchowna. – Chcemy zobaczyć się z bratem mojej uczennicy. Ma na imię Geraki.
– Z rozkazu zarządcy nikt nie ma tutaj prawa wstępu ani nie może rozmawiać ze skazanymi.
– Czyżby? – Kaliksta wyjęła przytroczony do pasa pergamin, po czym rozwinęła go i pokazała strażnikom. – Umieją czytać?
Obaj popatrzyli po sobie zdziwieni. Gdyby Anastazji nie ściskał strach na widok tego pomieszczenia, pomyślałaby, że to wygląda komicznie – lochu pilnowali avesowie niżsi od niej czy Kaliksty i próbowali stwarzać pozory, że należy się ich bać. Rozumiała jednak, dlaczego przydzielono tu mężczyzn – dla kobiet przewidywano ważniejsze zadania.
– A czy widzicie te podpisy i pieczęć? – zapytała Kaliksta. – To pismo samych Matriarchiń. Zgodnie z tym, co jest tu napisane, nasze panie nakazują, abyście zaprowadzili nas do Gerakiego. Jeśli się z tym nie zgadzacie, możecie oczywiście polecieć do nich i złożyć skargę, ale nie obiecuję, że się ulitują, gdy dacie do zrozumienia, że złamaliście rozkaz. Jak zatem będzie?
– Proszę wybaczyć – zreflektował się jeden ze strażników. – Chodźcie za mną.
Mężczyzna prowadził feniksjanki w prawą stronę, gdzie dało się już dostrzec rzędy krat. W miarę jak szły, mijały przesiadujących w celach więźniów; niektórzy wyglądali zwyczajnie, większość natomiast przypatrywała się z apatią czy to odwiedzającym, czy ścianom. Wielu sprawiało wrażenie wychudzonych nawet jak na avesów, ich upierzenie zdawało się już dawno spłowieć, innymi słowy – wyglądali jak jedno wielkie nieszczęście.
Młoda kapłanka z trudem powstrzymywała odruchy wymiotne. Tę część korytarza również oświetlały pochodnie, lecz już wolałaby, żeby pomieszczenie spowijał mrok, niż by miała oglądać to wszystko.
Niebawem strażnik zatrzymał się przy jednej z cel i patrząc przez kraty, zawołał:
– Ty! – Anastazja usłyszała stamtąd krzyk. Bardzo znajomy. – Masz gości.
Serce jej zamarło. Musiała jednak podejść. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak się wahała.
– Dasz radę – szepnęła Kaliksta.
Młoda feniksjanka zbliżyła się do krat. Przy ścianie stał Geraki.
„Na dostojną Feniks” – pomyślała z przerażeniem. „Co oni ci zrobili?”.
Brat przebywał w lochu nie dłużej niż kilka godzin, ale to wystarczyło, by uczynić z niego wrak. Pióra nie zdążyły jeszcze wypłowieć, mimo to w kilku miejscach ukazywała się goła skóra, tak jakby część wyrwano.
– Chcesz wejść do środka? – zapytał strażnik, przerywając oględziny. Anastazja się speszyła.
– Oczywiście, że chcę.
– Zgodnie z pismem – rzekła Kaliksta do mężczyzny – musicie zapewnić mojej podopiecznej, że będzie mogła porozmawiać z bratem na osobności. Nie możemy więc się wtrącać.
– No dobrze. – Otworzył kluczem kraty i uchylił je na tyle, by dziewczyna mogła wejść. – Kiedy skończycie, zawołaj nas.
Anastazja skinęła głową, po czym spojrzała na Kalikstę.
– Zostanę wraz ze strażnikami – rzekła starsza duchowna. – Nie chcę, żebyś wracała sama.
– Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy.
Weszła do środka, po czym usłyszała szczęk zamykanych na klucz krat. Strażnik wraz z mentorką oddalili się.
Zostali tylko we dwoje. Geraki – smutny, zaskoczony i przerażony – cały czas wpatrywał się tępo w siostrę.
– Ana?!…
Dopiero teraz mogła przyjrzeć się dokładniej. Tam, gdzie skóra była odkryta, znajdowała się zakrzepła krew, jakby chłopaka torturowano. Ręce skuto kajdanami, natomiast skrzydła związywał ze sobą łańcuch wyrastający ze ściany. Pióra sprawiały wrażenie roztrzepanych, nierównomiernie ułożonych. Najbardziej jednak ujmował wzrok, który jak gdyby zadawał jedno pytanie: „Czy musisz mnie takiego oglądać?”. Anastazja wolała nie myśleć, jak bestialsko musieli go traktować.
– Geraki – zaczęła. – Spokojnie, to ja. Twoja siostra. Jestem tutaj. Chcę tylko…
– Wiem – uciął. – Nie najlepsze okoliczności, co? – Brat starał się, jak mógł, by wykrzesać z siebie humor, lecz wychodziło to drętwo.
– Na pewno liczyłeś na lepsze…
– Pewno. Miałem wrócić w chwale, a tu się okazuje, że ku chwale Ellii mam zostać stracony.
Anastazji zmroziło krew w żyłach.
– Kiedy?!
– Nie powiedzieli.
Musiała podejść do ściany i się osunąć. Nawet nie zwracała uwagi, czy przedtem właściwie rozchyliła skrzydła.
– Nie, nie, nie, nie…
Cały czas patrzyła w podłogę. Chciała tylko wrzeszczeć.
– Ana – rzekł Geraki nieprzekonująco. – Tylko spokojnie. Nadal tu jestem.
– Cały czas się o ciebie martwiłam, a ty wracasz po dwóch latach i mówisz, że mają cię stracić? – Anastazja nieudolnie próbowała powstrzymywać się od łez. – Prze… przepraszam…
Brat spojrzał na kapłankę ze współczuciem.
– Nie musisz. Wypłacz się.
Dziewczyna usiłowała opanować emocje, lecz skończyło się to tylko tym, że zaczęła łkać. Geraki wykazywał się pogodą ducha na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Cały on. Nim jeszcze wyruszył na wojnę, znajdowali się w sytuacji, która naprawdę ich nie rozpieszczała. Mimo to wykazywał się ogromnym dystansem do wszystkiego dookoła. Owszem, teraz czekał go nieuchronny koniec, jednakże z tej dwójki to nie chłopak potrzebował większego pocieszenia.
– Geraki… – rzekła Anastazja cicho. – Czy ten żołnierz mówił prawdę? Że zostałeś oskarżony za współpracę z Kelaghiem?
Brat smutno kiwnął głową.
– Ukarali mnie, bo nasza pani generał jest głupia. Ale nie, z krukami się nie zadawałem. Chodź bliżej.
Posłuchała brata i oboje usadowili się obok siebie, choć Gerakiemu przyszło to z większym trudem – łańcuch wraz z kajdanami mocno krępowały jego ruchy. Teraz Anastazja zdała sobie sprawę, jak twarde oraz wilgotne jest podłoże, ale to akurat stanowiło najmniejszy problem.
– Geraki… Więc co właściwie się stało?
Chłopak zaczął patrzeć na ścianę.
– Co u ciebie?
Odsunęła głowę do tyłu, zaskoczona pytaniem. „Sprawa jest poważna, a ty pytasz, co u mnie?”. Szybko jednak sama sobie odpowiedziała – równie dobrze przecież mogli rozmawiać po raz ostatni.
– Dobrze. Coraz lepiej opanowuję materiał, lecz nadal nie prowadzę nabożeństw.
– Ale radzisz sobie w życiu? Beze mnie pewnie masz ciężko, co?
Chrząknęła smutno. Zbierała się na odpowiedź.
– To jakbyś zapytał, czy po nocy następuje dzień. Jest mi trudno, ale jakoś się utrzymuję z datków. Jeszcze czasami pomaga przyjaciółka ze świątyni.
Geraki odetchnął z ulgą.
– To świetnie. Przynajmniej u ciebie.
Nagle ktoś zaczął wołać na cały loch: „Wypuśćcie mnie!”, tak że Anastazję aż przeszły dreszcze. Zaraz potem dało się słyszeć kroki jednego ze strażników, który przystawił włócznię do krat i wysyczał, żeby się uspokoił.
– Oszaleć można… – rzekła kapłanka. – Jak możesz wytrzymywać w takim miejscu?
Chłopak wzruszył ramionami.
– A mam inny wybór?
– Fakt… Geraki, muszę wiedzieć. Co się stało, że wtrącono cię do lochu?
Brat zbierał się na odpowiedź dłuższą chwilę.
– Na pewno słyszałaś, do czego zdolne są kruki i dlaczego panuje u nas taka paranoja. No… to wielokrotnie się przekonałem, na czym polega ta cała taumaturgia umysłu.
– Ale przejęli nad tobą kontrolę? Wyciągali od ciebie informacje?
– Nie, nie. Znaczy… inaczej. Miałem kontakt krótko przed tym, jak tu wylądowałem, ale nic mi nie mogli zrobić.
– Jak doszło do tego spotkania?
Westchnął.
– Nie wiem, o czym tu opowiadać. Byłem w oddziale z kilkudziesięcioma innymi avesami, któremu przydzielano różne zadania, głównie zwiad. Mieliśmy głównie raportować, czy widzieliśmy większą armię, a jeśli tak, to którędy się kieruje, żeby nasi dowódcy wiedzieli, co robić. Tak się złożyło, że z jednego zwiadu długo nie wracaliśmy, bo zależało nam na tym, żeby zdobyć więcej informacji. Wiesz, spodziewaliśmy się, że tam będzie przelatywało wiele tych kruków. Pilnowaliśmy się, ale i tak zostaliśmy osaczeni. Cała historia.
Anastazja pokręciła głową.
– Na pewno nie cała. Musieliście przecież jakoś z tego wyjść. Co było dalej?
Geraki zaczął się namyślać. W końcu podjął:
– Nie, było przecież coś jeszcze. Tak, pilnowaliśmy się, ale… część z nas odłączyła się, żeby przeszukać większy obszar. Długi czas nie wracali, więc przed zachodem słońca rozbiliśmy obóz… a kiedy przyszło co do czego, zobaczyliśmy tylko jednego. Wypytywaliśmy go, co się stało z resztą, a on twierdził, że natknęli się na kruki i zostali schwytani. Poza nim podobno wszyscy zostali zabici. Oczywiście nabraliśmy podejrzeń i zaczęliśmy zadawać pytania. Bo wiesz, musieliśmy potwierdzać siebie nawzajem. Zdziwiliśmy się, ale na wszystkie odpowiedział prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że pomieszano mu w głowie… do czasu, aż powiedział, że mamy natychmiast opuścić obóz, bo mogą napaść nas w każdej chwili, i wskazał nam kierunek.
Anastazja przekrzywiła głowę.
– Co w tym dziwnego?
– Kazał lecieć w konkretną stronę. Dlaczego tam, nie chciał wyjaśnić. Wtedy dotarło do nas, że to pułapka. Nie zabiliśmy kolegi, ale kazaliśmy mu, żeby się do nas nie zbliżał. Zwinęliśmy obóz i natychmiast odlecieliśmy, mimo że zrobiło się już ciemno. Tak czy inaczej wiedzieliśmy, dokąd lecieć, żeby spotkać się z armią. To wtedy zostaliśmy osaczeni. Mieliśmy wprawdzie w szeregach taumaturgów ognia, ale to nie wystarczyło, bo tych tam było po prostu za dużo. Większość zginęła, ale niektórzy zdołali się oprzeć. Uciekliśmy, bo co innego mogliśmy zrobić? A kiedy oddaliliśmy się na tyle, że tamci przestali nas ścigać, mieliśmy czas, aby przemyśleć sytuację. Jeśli wrócimy do armii, to ryzykujemy, że wzbudzimy podejrzenia… ale uznaliśmy, że lepszego wyjścia nie ma. Z czasem szybko wypatrzyliśmy żołnierzy. I oczywiście zaczęło się przepytywanie, sprawdzanie umiejętności…
– No tak, rozumiem. I na tej podstawie stwierdzili, że szpiegujecie dla krukowatych? – wtrąciła się Anastazja. Po chwili jednak sama się zorientowała, że odezwała się na wyrost – Geraki, choć wyglądał fatalnie, sam z siebie nabrał chęci na opowiedzenie ze szczegółami, co się wydarzyło.
– Nie. Chodzi o to, że… bałem się powrotu. Armią dowodziła generał Zefiryna, która już przez jakiś czas interesowała się tym, co robię. – Geraki zamyślił się dłuższą chwilę. – Pamiętasz może medalion? Ten, który ci pokazałem, zanim opuściłem Pyrkagię?
– Kojarzę.
Chłopak nachylił się do siostry i szepnął:
– On chroni przed wrogą taumaturgią.
Z początku feniksjanka odniosła wrażenie, że nie zrozumiała.
– Co? Jak?
– Nie każ mi się powtarzać.
– Nie… Żartujesz sobie. W jaki sposób…
– Został wykuty pod natchnieniem Feniks – odparł Geraki z wymuszonym namaszczeniem. – Tak twierdził dziadek stryjeczny.
Siostra pokiwała z namysłem głową.
– No dobrze. Używałeś go na wojnie przeciw krukowatym, tak?
– Mhm.
– I kiedy go zakładałeś, mogłeś nic sobie nie robić z tej ich taumaturgii?
– Tak.
– Geraki… – Anastazja nerwowo pokręciła głową. – Nie wierzę ci.
Brat spojrzał na kapłankę zaskoczony. Później w jego wzroku pojawiło się rozczarowanie.
– Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?
– Zanim zaczniesz opowiadać dalej… chcę, żebyś opisał naszą ostatnią rozmowę. Przed tym, jak wyleciałeś na wojnę.
Chłopak uniósł głowę, ukazując spód dzioba; jego mimika zdawała się mówić: „Chybaś zwariowała”. Po chwili jednak otworzył szeroko oczy, jakby zrozumiał, w czym rzecz.
– To będzie trudne, ale… Hm. Wyszedłem na taras, bo chciałem obserwować miasto. Wtedy jakoś ty się pojawiłaś, bo… chciałaś odpocząć od nauki, chyba tak to było. Pogadaliśmy chwilę, wtedy zapytałaś o medalion, powiedzieliśmy sobie „do widzenia”… Nie pamiętam, żebyśmy jeszcze później odbywali pogawędkę, bo wyruszałem o świcie.
Anastazja westchnęła z ulgą.
– Dokładnie tak było. Dziękuję. Nie mam więc innego wyboru niż wierzyć, że mówisz prawdę.
– Dlaczego w to wątpiłaś?
– Wiesz, pomyślałam, że krukowaci mogli ci zmienić wspomnienia. Nie miałam nic złego na myśli, to ze zwykłej przezorności.
W tym czasie inny więzień zaczął coś recytować monotonnym tonem. Anastazja nie słyszała wyraźnie, lecz wydawało jej się, że odmawia modlitwę do Feniks. Poczuła się nieswojo, lecz jednocześnie podbudowała się w tym, że wybrała dobrą drogę, krzewiąc nauki swej Pani – w życiu niektórzy mogli liczyć już tylko na wiarę.
– Dlaczego nie powiedziałeś, co ten medalion potrafi? – zapytała.
– Cóż… – Geraki ponownie zbierał się na odpowiedź dłuższą chwilę. – To dziadek stryjeczny prosił, żebym zachował tę tajemnicę dla siebie.
– Wiesz przecież, że nikomu bym o tym nie powiedziała.
– Twierdził, że im mniej osób będzie miało pojęcie o istnieniu medalionu, tym lepiej. Chodziło o to, żeby nie korzystał z niego nikt niepowołany. Więcej takich nie ma.
– Oczywiście – rzekła dziewczyna, nadal jednak nieprzekonana. – Ale bardzo by to pomogło w tej głupiej wojnie. I zapobiegłoby zabijaniu avesów tylko dlatego, że są „podejrzani”.
– Dziadek też o tym wiedział… ale zrobił go z innego powodu. Wiesz, jego żona była taumaturgiem, podobno jednym z najlepszych. Tylko problem polegał na tym, że już wtedy trwała wojna, więc pewnego razu Matriarchinie chciały powołać ją do wojska. Dziadek bardzo się tym zamartwiał, był przekonany, że musi coś zrobić, aby to wszystko przeżyła. Długo rozmyślał, zanosił modły do Feniks… Aż pewnego dnia wykuł medalion, a żona dzięki swojej mocy zaklęła go. Wtedy poprosił, żeby rzuciła w jego stronę parę kul ognia. Żadne pociski się naszego staruszka nie imały. Żadne.
– Ostatecznie wyruszyła na wojnę i dziadek już się nie martwił – ciągnął Geraki. – Kilka miesięcy później jednak wezwała go do siebie Pierwsza Matriarchini. Na miejscu okazało się, że do władczyń dotarły wieści na temat tego medalionu. Chciały, żeby wykuł więcej, za co zostałby wręcz obsypany złotem. Powiedział, że chętnie się tym zajmie, ale żeby zakląć kolejne przedmioty, potrzebuje pomocy taumaturgów. I w tym tkwił problem – co silniejszych potrzebowano na froncie, a wysyłanie tam dziadka byłoby szaleństwem. W związku z tym władczynie ściągnęły kilku… może nie najmocniejszych, ale na pewno dobrych.
– Tyle że to nie wystarczyło. Dziadek zrobił kolejne medaliony, a taumaturdzy próbowali je zaklinać, ale były bezużyteczne. Matriarchinie się niecierpliwiły, ale nie przeszkadzały w pracy. Kiedy już chciał się załamać, doszły do niego słuchy, że żona wróciła z wojny cała i zdrowa. Zdążyli się spotkać i zwróciła medalion, bo uważała, że nie będzie już potrzebny. Dziadek więc opowiedział o wszystkim, a ponadto poprosił ją o pomoc w zaklinaniu kolejnych. Tylko że powiedziała „nie”.
– „Nie”? – zdziwiła się Anastazja.
– Wiesz, podobno w trakcie wojny doznała olśnienia. Rozumiała, co się dzieje i że jej moce bardzo się przydadzą… ale też poważnie traktowała nauki Feniks. Domyślam się, że chodziło o to całe bezsensowne okrucieństwo. Podobno twierdziła, że co by się nie stało i jak Ellia by na tym nie ucierpiała, nie przyłoży już ręki do czegokolwiek, co pomoże w zabijaniu innych, bo to nie ma nic wspólnego z naszymi wartościami.
– W pełni rozumiem… lecz zastanawiam się nad jednym. Dlaczego to ona była zdolna do tego, by zakląć medalion, a inni taumaturdzy już nie?
– Jak wspomniałem, była jednym z najmocniejszych – rzekł Geraki. – Kojarzysz tę historię, w której pięć avesek taumaturgów zaatakowało miasto i spopieliło je całe? No więc to jest ten sam poziom. Rozumiesz, tak potężne wrodzone moce zdarzają się raz na… W sumie nie pamiętam, jak o tym mówili. Bardzo rzadko. Tak czy inaczej, kiedy władczynie dowiedziały się, że żona dziadka wróciła, ale odmawia pracy nad medalionami, wtrąciły ją do lochu. Zagroziły jej, że jeśli nadal będzie się stawiać, to skończy jako niewolnica. Ostatecznie Matriarchinie kazały zabrać żonę do innego miasta, tak żeby zaczęła wieść inne życie, a dziadek nic nie mógł z tym zrobić.
Anastazja westchnęła.
– Przykro mi. Ale… o tym dziadek też mi nigdy nie opowiadał.
– Pewnie widział we mnie kogoś, kto dalej może przysłużyć się rodzinie i ludowi. – Geraki zaśmiał się ponuro. – Trochę się przeliczył.
– Tylko dlaczego nie ruszył żonie na pomoc? I co się stało, że medalion przypadł tobie?
– A co mógł zrobić? Nie wiedział, gdzie ona jest, a nawet gdyby udało mu się dowiedzieć, był obserwowany przez straż. Nie wykonał zadania, więc Matriarchinie dopilnowały, by odczuł karę. Jeśli chodzi o medalion, dziadek pierwotnie chciał go zniszczyć. Prędzej czy później władczynie zauważyłyby, że tamta jakimś cudem już go nie nosi. Bo wiesz, czemu miałby dalej pomagać tym, które wyrządziły mu taką krzywdę? Ostatecznie postanowił, że go ukryje. No i przeczucia naszego staruszka nie zmyliły, ponieważ wkrótce potem przyleciała straż, pytając o medalion. Czego on nie przeżył! Najpierw stwierdził, że jest zniszczony, potem jeszcze wtrącili do lochu, a nawet wzięli na tortury. I tak się nie przyznał. Ostatecznie go wypuszczono, ale nadal był pod ścisłym nadzorem. Dopiero po dłuższym czasie stwierdzili, że już nie ma co.
– Potem dziadek na wiele lat zapomniał o błyskotce – mówił Geraki. – Chciał, żeby cała sprawa ucichła. Tamte Matriarchinie zmarły, władzę przejmowały po nich kolejne. Dopiero jakieś dziesięć lat temu poprosił, żebym poleciał razem z nim w jedno miejsce. Zdziwiłem się, ale w sumie nie miałem nic przeciwko. Przybyliśmy wtedy pod kryjówkę i otrzymałem ten naszyjnik.
Anastazja nie odezwała się.
– Rozumiem, że czujesz się oszukana – stwierdził brat. – Powinienem był ci powiedzieć.
– Sam mówiłeś, że obiecałeś – odparła dziewczyna.
Geraki odetchnął z ulgą.
– Dziękuję.
Milczała. Musiała wszystko przemyśleć. Odnosiła jednak wrażenie, że umknął jej jeden szczegół.
– Ana? – zainteresował się brat.
– Więc gdzie teraz jest ten medalion?
Chłopak westchnął.
– Zabrała go generał Zefiryna.
Dziewczyna zaklęła.
– Miałem o tym opowiedzieć, ale zeszliśmy na temat medalionu – ciągnął Geraki delikatnie rozbawionym tonem. – Dzięki tobie mogłem znowu się rozgadać.
– Ona znajduje się teraz na froncie, prawda?
– Nie wiem, możliwe. Naprawdę, jak rozważaliśmy powrót do armii, bardzo niechętnie się na to zgodziłem…
– Jak to?
– Bo ta głupia ptaszyca jest chora na władzę, ot co – rzekł chłopak, nie kryjąc złości. – Cierpi na manię wielkości. Nie wiem, nazwij to, jak chcesz. Chodzi o to, że kiedy wróciliśmy i wszyscy już raczej wiedzieli, że żaden kruk nie zrobił nam prania mózgu, generałowa kazała mi stawić się u siebie, bo interesowała się medalionem, który nosiłem. Ponieważ sama była taumaturgiem, rzuciła we mnie ogniem i nic nie poczułem. Wtedy rozkazała mnie schwytać, rozpowiadając na prawo i lewo, że szpieguję dla kruków. Bo niby ukrywam „elementy ważne pod względem strategicznym”, czy jak to tam próbowała tłumaczyć. Co więcej, kazała zakuć w kajdany także innych avesów, z którymi leciałem, żeby to wyglądało wiarygodniej. Twierdziła, że pomagali mi we współpracy z wrogiem.
– Na dobrotliwą Feniks… – wymsknęło się Anastazji z oburzenia.
– Tak. Nie dość, że uzyskała coś, dzięki czemu sama jest potężna, to jeszcze przy okazji podliże się Matriarchiniom, udowadniając, jak dobrze dba się o „przesiew” u nas w kraju. – Geraki zacharczał, wskazując dziobem podłogę, po czym napluł na nią. – Część więźniów, których musiałaś mijać, to właśnie koledzy z mojego oddziału.
– Geraki… – Kapłance głos się trząsł. – Muszę cię uwolnić.
– Tja, przydałoby mi się. – Brat ponownie silił się na humor i ponownie wyszło mu to drętwo. – Ana, wiem, że jestem niewinny. I że… da się coś z tym zrobić. Dlatego ci o tym wszystkim mówię. Ale nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę, więc… jakby co, wszystko zrozumiem.
– Nie opowiadaj bzdur, Geraki! – odparła Anastazja, nabierając nieco odwagi. – Nikt mi cię nie zastąpi. Przede wszystkim… – Zamyśliła się. – Słuchaj, rozumiem, że chciałeś zachować tajemnicę medalionu. Muszę jednak powiedzieć Kalikście. Ona zna się z Drugą Matriarchinią, może razem coś wskórają.
Chłopak westchnął.
– Wszystko mi jedno. Jeśli to sprawi, że uniknę wyroku, rozpowiadaj o tym nawet wszystkim dookoła.
Anastazja nie chciała tego okazywać, lecz sama czuła strach. Sprawdziła Gerakiego i miała raczej pewność co do tego, że krukowaci nie wpłynęli na niego w żaden sposób. Mimo to udowodnienie jego niewinności stanowiło nie lada wyzwanie. Jak by na to nie patrzeć, brat był tylko szeregowym żołnierzem, więc nie mógłby liczyć na większy posłuch niż pani generał, którą społeczeństwo musiało szanować, skoro w hierarchii zaszła tak daleko.
Wiedziała, że – mówiąc metaforycznie – wchodzi w ciemną jaskinię. W oczach Gerakiego jednak wyczytała wołanie o pomoc.
– Czy dasz radę coś zrobić? – zapytał.
Kapłanka dalej drżała. W końcu odparła, siląc się na przekonanie:
– Spróbuję.
– Nie mogę postąpić inaczej, Nikanoro – opowiadała Anastazja koleżance, kiedy ta samą siłą woli zapalała pochodnie przed kolejnymi modłami. – Geraki jest niewinny i wierzę we wszystko, co powiedział.
Kapłanka odwróciła się w stronę przyjaciółki.
– Czy mogę być szczera?
– Oczywiście – odparła Anastazja, choć bez entuzjazmu. Zakładała, że nie spodoba jej się to, co usłyszy.
– Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że do reszty postradałaś zmysły. Przecież nikt rozsądny nie uwierzy w to, co powiedział Geraki. Czy ktoś kiedykolwiek widział ten medalion? Czy ty widziałaś? Skąd możesz wiedzieć, że…
– Mówię, że go sprawdziłam! – odrzekła Anastazja ze złością. – Jak możesz w ogóle podawać to w wątpliwość…?!
– Do cholery, daj dokończyć! – krzyknęła Nikanora. – Wiem, że przetestowałaś Gerakiego, nie umknęło mi to. Zdołał zapamiętać szczegóły ze spotkania sprzed dwóch lat i jeszcze te wspomnienia pokrywają się z twoimi. Z jednej strony nie mam pojęcia, czy to wszystko pomoże w udowodnieniu czegokolwiek, z drugiej… w tym, co mówi, pewnie jest ziarno prawdy. Przepraszam, jeśli chociaż przez chwilę zwątpiłaś, że nie wspieram tej sprawy.
Dziewczyna rozpogodziła się, choć nadal czuła smutek.
– Dziękuję.
– I to dlatego Kaliksty może nie być w świątyni nawet cały dzień?
– Zgadza się. Opowiedziałam jej o wszystkim, więc stwierdziła, że musi już z samego rana udać się na kolejną audiencję u Matriarchiń.
– Mhm. A ty masz tylko czekać?
– No… tak.
Nikanora powoli pokiwała głową.
– Dobrze. To lepiej pomyśl, co powiesz na kazaniu, bo jeśli dobrze pamiętam, to ty miałaś wygłaszać kolejne.
– Wiem, wiem. Od lat się do tego przygotowuję. Ale wiesz, muszę mieć pomysł. Nie ukrywam, że teraz Kaliksta kazała mi lecieć w nieznane…
– Zatem zróbmy to tak: ty się skup na tym, co powiedzieć, a ja zajmę się pomieszczeniem, amboną… wszystkim innym. Nie tylko pochodniami.
Anastazja pokiwała głową.
– Nikanoro… Nawet nie wiem, co powiedzieć.
– Najlepiej nic. Zrób, co masz zrobić.
Później dziewczyna zrozumiała, jak dużo szacunku jest winna Nikanorze. Taumaturg pragnęła odciążyć koleżankę od pracy, żeby skupiła się na tym, co dla niej ważne. Tak samo jak niegdyś Geraki. Jeśli więc jeszcze miała wątpliwości, czy może polegać na przyjaciółce, to teraz rozwiała je całkowicie.
Z drugiej strony, czuła po tym wyrzuty sumienia. Wszystko, co osiągnęła, zawdzięczała tak naprawdę innym. Przecież nawet to, że mogła w ogóle myśleć o uwolnieniu brata, było zasługą Kaliksty i jej wpływów. Sama nie musiała robić nic.
„Mam nadzieję, że będę mogła im to jakoś wynagrodzić!”.
Miłej lektury!
Spis treści
Ilustracja
Pierwsza połowa opowiadania
Druga połowa opowiadania (podział dokonany z uwagi na limit znaków)Anastazja ziewnęła, szeroko otwierając dziób. Już trzeci raz czytała ten sam fragment rękopisu o dogmacie, który niegdyś przekazała avesom Feniks we własnej osobie. To, że dopiero niedawno przyleciała do domu po harówce w świątyni, dodatkowo nie pozwalało jej się skupić. Czuła, iż po prostu musi zająć się czymś przyjemniejszym.
Poczytała jeszcze przez parę chwil, po czym zgasiła świece i wstała z krzesła, rozkładając skrzydła do pełnej rozpiętości. Rozciągnęła się, następnie wzleciała do góry, w stronę tarasu. Gdy wylądowała na krawędzi, za jedną z arkad przy barierce stał brat, który obserwował miasto w świetle zachodzącego słońca.
– Geraki.
Tamten odwrócił się w kierunku Anastazji, nie kryjąc zaskoczenia. Jak to sokołowaty mężczyzna, charakteryzował się ciemnym upierzeniem, z wyjątkiem brzucha, gdzie dominowało białe z ciemnymi prążkami. Od razu dostrzegła złoty medalion z wyobrażonym nań sokołem, zawieszony na szyi.
– Ana? Czy nie miałaś się uczyć?
– Wiem… Przepraszam, muszę się na chwilę oderwać. Mogę dotrzymać ci towarzystwa?
Geraki z otwartym dziobem spojrzał w bok, ale szybko odpowiedział:
– Jasne.
Podeszła bliżej. Dopiero gdy stanęła przy bracie, dało się dostrzec, że przewyższa go o głowę.
– Co robisz? – zapytała.
Chłopak ponownie odwrócił się w stronę panoramy. Westchnął głęboko.
– Oglądam miasto. W końcu… jutro już wylatuję i długo mnie nie będzie.
Oparła się o barierkę. Nie chcąc wyrywać brata z zamyślenia, postanowiła popatrzeć wraz z nim. Mieszkali wysoko, tak jak większość avesów, więc z tarasu rozpościerał się widok na dużą część przepięknej Pyrkagii. Pośród wysokich, kolorowych domostw zbudowanych z marmuru, bazaltu tudzież piaskowca przelatywali inni mieszkańcy. Zgodnie z lokalną modą ubierali się w przewiewne tuniki – szyte i obwiązywane tak, że nie krępowały ruchów oraz by dawało się je łatwo założyć pomimo skrzydeł – albo w krótkie spodnie, zostawiając nagie torsy. Przy akweduktach bawiły się podloty, które organizowały sobie wyścigi z przeszkodami. Dalej, nad budynkami, pyszniły się: jaskrawo ubarwiony pałac Matriarchiń, arena zawieszona na fundamentach rozmiarów tak dużych, że aż chowała się w chmurach, wielka świątynia Feniks wzniesiona na wzgórzu z dala od domów, jak również ogromne wieże strażnicze, stojące na granicy miasta. Niektórzy avesowie obniżali lot, żeby odwiedzić szpitale – jedyne niskie budowle.
Miasto to miało się czym pochwalić. Anastazja tym bardziej żałowała, że Geraki wkrótce musi je opuścić. Nie mogła jednak nic poradzić na to, iż wraz z innymi żołnierzami jest potrzebny na froncie.
Ellia – kraj avesów sokołowatych – toczyła wojnę z państwem Kelagh, zamieszkałym przez krukowatych. Kiedy dziewczyna się wykluła, konflikt ten trwał już od kilku pokoleń i nic nie zapowiadało jego rychłego końca. Zastanawiała się, dlaczego Kelaghijczykom tak bardzo zależało na tym, by podbić ten kraj. Krukowaci albo potrzebowali jak najbardziej rozległego terytorium, zarówno ze względu na zasoby, jak i miejsca do lęgów, albo chcieli zemsty przez wzgląd na Roka – ptaka ponoć tak ogromnych rozmiarów, iż kiedy wzlatywał, zasłaniał ciałem słońce. Wierzyli bowiem, że gdy nastaje noc, zjawia się ich bóg, a wraz z nadejściem dnia przylatuje Feniks, która „zabiera” go wiernym wyznawcom.
Jednakże Anastazja uczyła się historii, więc wiedziała, że prawda może być jeszcze inna. Krukowaci mogli po prostu pragnąć zdominować sokołowatych, ponieważ niegdyś podbili ich ziemie i przez wiele lat je okupowali, a Ellian czynili niewolnikami. Nie zamierzali wybaczać im tego, że w końcu wyzwolili się spod jarzma oprawców.
Dziewczyna myślała, czy porozmawiać o tym z Gerakim. Nie odważyła się jednak, gdyż czuła, że wojna to ostatnie, o czym chciałby słyszeć.
– Nakupowałem wcześniej trochę zapasów i zostawiłem oszczędności – odezwał się brat nagle. – Nie wiem, w czym jeszcze mogę pomóc.
– Spokojnie, Geraki, poradzę sobie. Ja mam swoje obowiązki, ty skup się na swoich.
Brat milczał. Anastazja spojrzała na niego ze zrozumieniem.
– Chyba już wrócę do lektury…
– Jak tam nauka? – wszedł w słowo siostrze.
– Nawet nie pytaj. Nie wiem, kto spisywał nauki, którymi dzieliła się z nami Feniks, ale są koszmarnie nudne.
– Nie chce się? – wtrącił Geraki z rozbawieniem.
– Nie, to nie tak! Jestem kapłanką, więc muszę znać nasz dogmat! Bardzo mnie interesuje wszystko, co związane z Feniks. Ale kiedy zabieram się za czytanie, nagle mam ochotę zrobić cokolwiek, byle się od tego oderwać.
– Czyli nie chce ci się.
– Geraki, nie denerwuj mnie.
– Kto kogo tu denerwuje? – odrzekł brat jowialnie, szybko jednak spoważniał. – Ana, już o tym rozmawialiśmy. Nie porzucaj tego. Zostajesz tutaj, więc jest bardzo ważne, żebyś poznała nauki Feniks. I… nie wiem, może wniosła do tego kraju coś dobrego? Na wojnie może wydarzyć się wszystko.
– Nawet tak nie mów, Geraki. Musisz wrócić cały i zdrowy.
Chłopak westchnął, po czym otworzył dziób. W jego oczach pojawiła się iskra.
– Tak będzie! A ty wracaj do nauki, bo potem już nie będziesz miała tyle czasu.
– Wybacz, potrzebuję jeszcze chwili. Poza tym, Kaliksta i tak pozwoli mi głosić kazania nie wcześniej niż za kilka lat.
Geraki zmrużył oczy.
– Kaliksta?
– Moja mentorka.
– A, racja.
Uwagę Anastazji ponownie przykuł naszyjnik.
– Co to za medalion?
– Który? Ten? – spytał Geraki, podnosząc łańcuch pazurami.
– Mhm. Nigdy nie mówiłeś, skąd się wziął, a widzę, że ostatnio często go nosisz.
– Dziwne, myślałem, że się nim już chwaliłem… No nic. Dostałem go od dziadka stryjecznego.
Przyjrzała się medalionowi z jeszcze większym zaciekawieniem.
– Przecież nie żyje od sześciu lat.
– Wiem. To dawny prezent. Teraz go noszę, bo przypomina mi o staruszku. W dodatku… wiem, że ochroni mnie przed zagrożeniem.
Anastazja wytrzeszczyła oczy, próbując zrozumieć, co usłyszała.
– Ale jak…
– Uwierz. Wiem, o czym mówię.
– No… dobrze. – Anastazja speszyła się. – W takim razie lecę dalej się uczyć. Mam nadzieję, że jeszcze jutro rano się zobaczymy.
– Wylatuję o świcie. Zapomniałaś?
– Więc… – Dziewczyna przytuliła gorąco Gerakiego. – Uważaj na siebie!
– Dzięki, Ana. Ty też.
Gdy rozmawiała z bratem, tym dobitniej zdała sobie sprawę, ile mu zawdzięcza. Kiedy skończyła edukację, podjęła decyzję, że chce służyć jako kapłanka Feniks. Chłopak natomiast po odbyciu szkolenia wojskowego mógł cieszyć się swobodą, dopóki nie zostanie powołany do służby. Oboje jednak już w wieku nastoletnim musieli szybko dorosnąć – ojcu pisany był udział w wojnie, zaś matka niedługo potem zmarła, rażona chorobą. Geraki utrzymywał siebie i Anastazję, a ponadto jak najwięcej w domu robił osobiście, żeby poświęcała więcej czasu na naukę.
A teraz musieli się pożegnać.
Wiedziała, że da sobie radę. Ale tęsknoty za bratem nikt jej nie wynagrodzi.
* * *– Niegdyś Feniks rzekła: „To, co umiera, zawsze się odradza” – głosiła kazanie Kaliksta, stojąc za amboną na konstrukcji zawieszonej przy ścianie. Wierni słuchali w milczeniu; siedzieli w klęku na poduszkach, mając złożone skrzydła i wyciągnięte wygodnie ogony. Powyżej ambony wisiała żerdź, na której po lewej stronie klękała Anastazja, a po prawej inna kapłanka, Nikanora. – Zastanówmy się teraz chwilę nad tymi słowami. Jest to dla nas aż nadto czytelne, jako że nasza Pani, przeżywszy dość lat, obraca się w popiół, z którego wraca do życia, na nowo promieniejąc pięknem i dostojnością. Można powiedzieć, że jej ogień gaśnie tylko po to, by pewnego dnia zapalić się znów. Spójrzmy zresztą na te pochodnie. – Duchowna wskazała po kolei cztery zapalone łuczywa, zatknięte przy kolumnach podtrzymujących zadaszenie świątyni. – Ich ogień prezentuje się wspaniale, nieprawdaż? Jednak prędzej czy później musi przyjść czas, gdy gaśnie, w ten sposób ustępując miejsca pustce. Nie trwa ona długo, albowiem kiedy te pochodnie zapalimy z powrotem, świecą równie mocno i dostojnie, co wcześniej.
Kaliksta przerwała kazanie. Anastazja wiedziała, co to oznacza – duchowna chciała, aby słuchacze zastanowili się nad jej słowami, pojęli ich sens, zanim postanowi kontynuować. Działało to tym lepiej, że odwołała się do symboliki nierozerwalnie związanej z Feniks.
W końcu podjęła dalej:
– Jeżeli to świadectwo nam nie wystarczy, popatrzmy dalej. Nawet natura dostarcza dość dowodów na to, że odrodzenie istnieje wszędzie. Czyż nie widzimy go w cyklu mijania się słońca i księżyca? Gdy dzień umiera, w jego miejsce wstępuje noc, a później witamy kolejny dzień, piękny tak jak poprzedni. A czyż zmiana pór roku nie jest takim dowodem? Nadchodzi zima, wówczas rośliny i zwierzęta zapadają w sen, a na wiosnę wszystko budzi się do życia, odradza. Nawet to, że my, kobiety, wydajemy światu nowe życie, jest świadectwem tego cudu. Każde z nas bowiem kiedyś zakończy swój cykl, lecz gdy to się stanie, wrócimy tutaj jako pisklęta. Odmienieni i gotowi na nowe doświadczenia. Dlatego kiedy widzimy, że coś ma swój koniec, nie lękajmy się. Jest to bowiem zaledwie koniec dotychczasowego, a to zawsze oznacza też początek nowego. Tak rzecze Feniks. Powstańmy.
Wierni wstali i zaczęli odmawiać modlitwę, w której prosili Feniks o okazanie łaski oraz sławili wszelkie życie. Anastazji nie pozostało nic innego, jak odprawić modły wraz z nimi.
W skupieniu, pokorze i nadziei, że wszystko pójdzie dobrze.
* * *– Jak tam, Anastazjo, co teraz planujesz? – zapytała Nikanora, kiedy obie opuściły świątynię.
– Muszę polecieć na targ i zrobić zakupy, bo jutro nie mam nic na śniadanie. A ty?
– Jeszcze nie wiem… ale chyba wybiorę się z tobą. Miałam w sumie poszukać sobie jakichś błyskotek.
Anastazja spojrzała na koleżankę z zaskoczeniem, ale po chwili stwierdziła szyderczo:
– Ej, ale to mężczyźni muszą się przypodobać tobie, a nie na odwrót!
– Uważasz, że robię to dla nich? Sama chcę ładnie wyglądać.
– Dobra, dobra.
Kapłanki rozłożyły skrzydła, po czym wzbiły się w powietrze i udały na miasto.
Targi rozłożono po jego drugiej stronie, ale nie stanowiło to żadnej przeszkody. Dziewczyny wznosiły się ponad kilkupiętrowe budowle, tak jak nakazywały przyjęte zasady ruchu – co rusz mijały innych mieszkańców. Wielu avesów odsłaniało nagie torsy, pyszniąc się bogatą paletą kolorów piór. Mężczyźni eksponowali mieniące się prążki, a kobiety – fantazyjnie wymalowane wzory.
Oczywiście kapłanki nie mogły powstrzymać się od złośliwych komentarzy ani rozmów na temat tego, jak dobrze by wyglądały, gdyby też zdecydowały się przefarbować pióra.
Przez gwar przebił się donośny głos. Kiedy podleciały bliżej, zobaczyły mężczyznę – sądząc po dworskim stroju, urzędnika – który kucał na zawieszonej wysoko kładce, opartej o dwie kolumny. Przed nim na placu stała garstka mieszkańców.
– Jutro w południe na arenie, w imieniu miłościwie nam panujących Matriarchiń – Eufrazji, Tryfeny i Amaranty – odbędzie się egzekucja avesów skazanych na karę śmierci za zbrodnię wystąpienia przeciw Ellii! – oznajmił mężczyzna, po czym rozwinął pergamin. – Ci zdrajcy to… – Zaczął czytać imiona kilkunastu obywateli, z których Anastazji i Nikanorze mówiło coś tylko kilka z nich. Dziewczyny ogarnęła trwoga. – Taki sam los czeka wszystkich innych, którzy ośmielą się konszachtować z wrogiem!
Stwierdziły, że nie chcą słuchać dalej, więc na skrzydłach opuściły plac.
– Przerażające – rzekła Anastazja. – To może dotknąć każdego.
– Tak… ale obie wiemy, jak jest.
To wydarzenie przypomniało kapłance o smutnej rzeczywistości. Kelaghijczycy władali taumaturgią umysłu, dzięki której mogli wpływać na innych: tworzyli iluzje, zmuszali ofiary do uległości, a nawet przejmowali kontrolę bądź zmieniali wspomnienia. Często zresztą mówiło się o tym, że krukowaci – zanim przepędzono ich z Ellii – w każdym mieście zdążyli pozostawić szpiegów. Nie musieli to być oni we własnej osobie – zbierać informacje mogli także sokołowaci.
Ta świadomość utrzymywała społeczność w ryzach. Mieszkańców proszono, by sprawdzali siebie nawzajem. Gdy zaś kogoś podejrzewano o współpracę z krukowatymi lub ich szpiegami, wtrącano go do lochu i przepytywano tak długo, aż udało się ustalić, czy faktycznie wszedł w taki układ. Władze nikogo nie traktowały lekko – nieważne, czy sokołowaci pomagali Kelaghowi z własnej woli, czy nie, wszystkich takich avesów uznawano za zdrajców i skazywano na śmierć.
U Anastazji cały czas z tyłu głowy pojawiały się myśli, czy osoba, z którą rozmawia, ma cokolwiek wspólnego z krukowatymi. Czuła się zmęczona tym wszystkim, ale nie ona jedna. Dla świętego spokoju uważała, że obecnie trudno o lepsze kroki, by poradzić sobie z tą sytuacją. Teraz jednak nie chciała o tym rozmawiać i wiedziała, że Nikanora także.
– Słuchaj, chcesz przelecieć się na arenę? – zapytała.
– Po co?
– Chciałam popatrzeć. Tylko na chwilę.
– No… W sumie mi się nie śpieszy.
Wzbiły się w powietrze jeszcze wyżej, śledząc fundament o niewyobrażalnie wielkiej wysokości, który prowadził do jednej z najwspanialszych budowli w mieście.
Mieszczącą się ponad chmurami arenę zbudowano w bardzo różnych celach: avesowie omawiali tam sprawy dotyczące państwa, wystawiali sztuki teatralne, organizowali walki. Siedząc na trybunach, każdy mógł widzieć, co się dzieje, nawet gdyby uczestnicy wydarzenia postanowili zrezygnować z podestu usytuowanego w centrum budowli i przenieśli się w powietrze. W tej chwili arena była pusta. Anastazja uczepiła się stopami krawędzi nad trybunami, po czym w kuckach przyjrzała się całej budowli. Zaraz potem dołączyła do niej Nikanora.
Koleżanka już otworzyła dziób, żeby coś powiedzieć, ale tamta odezwała się pierwsza:
– Geraki zawsze lubił tu przylatywać.
Popatrzyła na Anastazję z zaskoczeniem. I zrozumieniem.
– No tak…
– Uwielbiał przedstawienia. Mówił, że to świetna rozrywka i że dzięki nim uczył się czegoś nowego. A jeszcze – zaśmiała się – zawsze było na kogo popatrzeć.
– No wiesz co, żeby takie rzeczy mówić! – odparła Nikanora żartobliwie. – Ale rozumiem, o co chodzi. – Westchnęła. – Ile to już lat?
– Odkąd wyruszył na wojnę? Dwa.
– Szmat czasu… Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ktoś z moich bliskich tyle czasu spędził poza miastem. Jeszcze nie mając pojęcia, co się dzieje… Przepraszam. To na pewno dla ciebie trudne.
– Nic nie szkodzi. Można się przyzwyczaić. – Anastazja zawiesiła na chwilę głos. – Poza tym, rok temu Geraki napisał do mnie list. Wiesz, przyleciał posłaniec i roznosił wiadomości po całym mieście. Pytałam go, co się dzieje na wojnie, lecz on odpowiadał zdawkowo. Ogólnie nie był zbyt rozmowny.
– A co w tym liście?
Dziewczyna westchnęła głęboko.
– Geraki trzyma się świetnie. Radzą sobie, ale jeszcze trudno powiedzieć, czy uda im się powstrzymać krukowatych.
Nikanora przez moment wpatrywała się w koleżankę osłupiała. Szybko się otrząsnęła.
– Przepraszam, Anastazjo, ale chyba nie powinnyśmy rozmawiać na ten temat. Przynajmniej Gerakiemu nic nie jest i tego się trzymajmy.
– Masz rację – rzekła po chwili tamta, po czym wstała. – Lećmy już na targ.
– Dobrze.
Rozłożyły skrzydła i opuściły arenę.
Kiedy znalazły się nad targiem, już z dużej wysokości zobaczyły pożywienie i biżuterię – wszystko to mieniło się kolorami tak, że dało się bardzo łatwo odróżnić od reszty otoczenia. Rzecz jasna miejsce było zatłoczone jak zwykle; bardziej na ziemi, jednak wielu mieszkańców też przelatywało.
Anastazja chciała zniżyć lot, gdy Nikanora położyła jej rękę na ramieniu.
– Popatrz! – poleciła, wskazując horyzont.
– Gdzie? Czekaj, podlećmy wyżej, bo za dużo tu avesów.
Tak zrobiły. Wówczas zobaczyły coś, co nie zdarzało się codziennie: oddział uzbrojonych sokołowatych leciał w stronę miasta.
– To… nasi – zauważyła Anastazja, nie kryjąc zdziwienia. – Ale co tu robią?
– Ja wiem? Podlećmy bliżej.
Kapłanki zauważyły, że zaciekawieni avesowie również przerwali to, co dotychczas robili, aby przyjrzeć się niespodziewanym przybyszom. Anastazja czuła niepewność.
To mogło oznaczać wszystko. Wojna się skończyła? Czy to były niedobitki, które się wycofały, by uniknąć śmierci? A w tej sytuacji Geraki…
„Nie! Najpierw sprawdź, o co chodzi, a potem wylatuj z myślami dalej”.
Po chwili Anastazja zobaczyła, że zbrojni ciągnęli sokołowatych zakutych w łańcuchy. Przyjrzała się bliżej sylwetkom.
I zdjął ją strach. Mimowolnie zaczęła piszczeć.
– Co się stało? – zapytała Nikanora.
Dziewczyna z trudem mogła wydobyć głos. W końcu wydusiła:
– Tam jest… Geraki!
Brat leciał ze spuszczoną głową wraz z innymi więźniami.
* * *– Gerakiego wraz z pozostałymi oskarżono o współpracę z wrogiem – opowiadała Anastazja, jeszcze roztrzęsiona po tym, co się wydarzyło. – Tak powiedział jeden z żołnierzy.
– Chciała jeszcze pomówić z bratem – wtrąciła Nikanora – ale nie pozwolono jej podlecieć, nawet kiedy błagała.
Kaliksta kiwnęła z namysłem głową. Spojrzała smutno po kolei na obie feniksjanki.
– Powiedzcie tylko, moje drogie, o czym traktowało ostatnie kazanie.
Dziewczyny popatrzyły na siebie nawzajem. Sprawdzała, czy nikt nie zmienił im wspomnień.
– O tym, że wszystko się odradza – odparła Anastazja. – I że nie musimy bać się końca, gdyż to oznacza też początek czegoś nowego.
– Dobrze – odrzekła mentorka. – Chodźmy w bardziej ustronne miejsce.
Po spotkaniu z żołnierzami dziewczyny stwierdziły, że muszą jak najszybciej powiadomić o sytuacji starszą duchowną. Ponieważ rzadko opuszczała świątynię, liczyły, iż właśnie tam ją znajdą, i nie pomyliły się.
Gdy Anastazja leciała wraz z Nikanorą, nie mogła odpędzić od siebie myśli o Gerakim. Nawet kiedy żołnierze zabronili się zbliżać, ich wzrok zdążył się ze sobą spotkać. Brat wyglądał tak, jakby chciał powiedzieć: „Nie ma dla mnie nadziei”. To wspomnienie nie opuszczało jej aż do teraz.
Kaliksta zaprowadziła podopieczne do zaplecza. Stało tam kilka krzeseł z pustą przestrzenią tuż nad siedzeniem oraz z oparciem sięgającym poniżej łopatek. Przy ścianie na końcu pomieszczenia znajdował się stół, na którym leżały niezapalone łuczywa tudzież inne przedmioty związane z obrzędami, a nad nim wisiało lustro oprawione w ozdobną ramę.
Kapłanki zajęły miejsca. Anastazja wspólnie z Nikanorą patrzyła na mentorkę wyczekująco. Ze wszystkich sił próbowała się uspokoić, ale nie potrafiła.
– Posłuchaj, słońce – zwróciła się do niej Kaliksta. – Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dla ciebie łatwe. Dlatego bardzo się cieszę, że przyleciałyście tutaj, gdyż dzięki temu możemy wspólnie przemyśleć, co dalej…
– Ale ja nie wierzę, żeby Geraki to zrobił! – wybuchnęła Anastazja. – Zawsze deklarował, że kocha swój lud! I on ma za to odpowiadać?
– Prosiłabym, byś opanowała emocje. Nigdzie nie powiedziałam, że twój brat istotnie dopuścił się zdrady. Nikanoro, a co ty sądzisz?
– Więc… – Dziewczyna zawahała się, szybko jednak powiedziała: – Anastazjo, z całym szacunkiem, ale uważam, że powinnyśmy rozważyć wszystkie możliwości.
Tamta łypnęła na koleżankę podejrzliwie.
– Co przez to sugerujesz?
– Dobrze wiesz, do czego zdolni są krukowaci. Mogli przejąć nad Gerakim kontrolę albo wydobyć od niego ważne informacje, a potem zmienić mu wspomnienia. Musiał paść ofiarą Kelaghijczyków, skoro ma teraz trafić do lochu. Skąd wiemy, że nie zdradził kraju?
Anastazja pokręciła głową z niedowierzaniem. Mimo to po chwili pokajała się w duchu.
– Sama nie wiem. Tylko że… to bez sensu. Dlaczego ma odpowiadać za to, że nie mógł przeciwstawić się krukowatym? Poza tym, podobno wielu niewinnych avesów zostało skazanych na śmierć tylko dlatego, że podejrzewano ich o współpracę z wrogiem.
– Ale niektórzy nie musieli nawet być na wojnie, Anastazjo. Ktoś może udać się do innego miasta, aby zarobić na handlu, a po powrocie wzbudzi podejrzenia, gdyż nie wiadomo, z kim mógł mieć styczność. Nie wiem, czy tak zarządziły same Matriarchinie, czy ktoś z urzędników wpadł na taki pomysł, lecz nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić.
– Wystarczy! – upomniała Kaliksta podopieczne. – Weźcie pod uwagę, o kim w tej chwili rozmawiacie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek nas podsłuchiwał, jednak uważajmy na to, co mówimy.
– Przepraszam – rzekła Anastazja, po czym westchnęła. – Ale potrzebuję rozwiązań. Nie mogę tego tak zostawić.
– Jest to w pełni zrozumiałe. Uważam, że najlepiej postąpimy, jeśli po prostu porozmawiamy z twoim bratem.
– Tylko czy Anastazja czegoś się od niego dowie? – zapytała Nikanora. – Usłyszy, co ma do powiedzenia, ale nie będzie wiedziała, czy mówi prawdę.
– W takim razie co proponujesz? – odparła tamta ze złością. – Mamy sprawdzać siebie nawzajem, tak? Więc muszę spróbować. Tylko dobrze by było, gdybym najpierw się do niego dostała, a ci żołnierze na pewno nie pozwolą mi wejść do lochu.
– Masz rację – wtrąciła Kaliksta. – Zwykle w takich sytuacjach straż otrzymuje rozkaz, by nie wpuszczać nikogo. – Zawiesiła głos, po czym dodała radośnie: – Chyba że za zgodą Matriarchiń.
Anastazja zamrugała kilka razy. Odniosła wrażenie, że nie zrozumiała.
– W jaki sposób…
– Jak wiecie, mam już swoje lata – weszło w słowo mentorka. – Nie zapominajcie jednak, że też kiedyś byłam pisklakiem, a potem podlotem. Uczęszczałam na nauki, w waszym wieku również pełniłam służbę kapłańską na cześć Feniks. Zapewne się domyślacie, że Matriarchinie, jako członkinie naszej wspólnoty, także przez to przechodziły.
– Czyli…
– Znam władczynie jak własne siostry. A co więcej, przyjaźnię się z Drugą Matriarchinią, Amarantą.
Anastazja domyślała się, do czego zmierza mentorka, jednak nie przeszkodziło jej to w tym, by wydać z siebie pisk podziwu. Spojrzała na Nikanorę. Koleżanka, kiedy usłyszała tę nowinę, wytrzeszczyła oczy i otworzyła dziób.
– Czy to znaczy, że możesz uwolnić Gerakiego? – Młoda kapłanka nawet nie próbowała powstrzymywać narastającego podniecenia.
– Tego nie powiedziałam – odparła Kaliksta. – Twojemu bratu postawiono bardzo poważne zarzuty, nie mogę więc do tego stopnia wpłynąć na ową decyzję. Gdy tylko skończymy rozmowę, zamierzam udać się do pałacu, poprosić o audiencję i wystąpić o zgodę na to, byś spotkała się z Gerakim.
– Polecę z tobą.
– Nie. To zły pomysł. Chciałabym, żebyś została w świątyni, dopóki nie wrócę. Powinnam być późnym popołudniem, tak abyśmy razem udały się do lochu, w którym przetrzymywany jest twój brat.
– Wybacz, Kaliksto, ale czy będę do czegoś potrzebna? – zapytała Nikanora. – Bardzo wspieram sprawę Anastazji, ale mam też inne sprawy, którymi chciałabym się zająć.
– Jesteś wolna. Bardzo dziękuję, że wspomogłaś nas swoim zdaniem. Widzimy się jutro.
Wstała i skłoniła się nisko, rozkładając skrzydła.
– Cała przyjemność po mojej stronie. Anastazjo – zwróciła się do koleżanki – nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Tamta westchnęła.
– Również chciałabym w to wierzyć. Trzymaj się.
– Do zobaczenia.
Nikanora opuściła zaplecze, po czym wzbiła się w powietrze i wyszła ze świątyni. W tym czasie Anastazja ponownie spojrzała na mentorkę.
– Dlaczego nie chcesz, żebyśmy poleciały do pałacu razem?
Wychwyciła zatroskane spojrzenie Kaliksty. Uświadomiła sobie, że zadała pytanie, na które nie da się odpowiedzieć w sposób zadowalający ani dla pytającego, ani dla pytanego.
– Nie jestem pewna, czy wiesz, kim właściwie są Matriarchinie – podjęła wreszcie starsza duchowna. – Sama wspomniałaś o polityce prowadzonej w Ellii. Wiesz o tym z rozmów z mieszkańcami, prawda?
– No… tak. Trudno o tym nie słyszeć.
– W takim razie muszę cię niestety zapewnić, że te pogłoski nie wydają się ani trochę przesadzone. Amaranta widzi, że niektórzy urzędnicy, generałowie i inni bezpośredni podwładni Matriarchiń wysyłają coraz więcej avesów na egzekucję. Jej zdaniem istotnie to wygląda tak, jakby byli skazywani za same podejrzenia.
– Jak to „jej zdaniem”? – zdziwiła się Anastazja.
– Władczynie nie zajmują się tym osobiście, więc mogą nie zauważać, co tak naprawdę się dzieje. Sądzę jednak, że możemy w to wierzyć.
– Zatem dlaczego nic z tym nie zrobią? Przecież to one reprezentują nauki Feniks! Gdzie się podziały miłosierdzie i szacunek dla cudzego życia?
– Pierwszej Matriarchini, Eufrazji, może na tym wcale nie zależeć. Nawet Amaranta nie chciała mi mówić wszystkiego. Pamiętaj, Anastazjo. Nasze władczynie są mściwe i pamiętliwe. Jeśli je w jakikolwiek sposób urazisz, mogą nie cofnąć się przed niczym, by wyrządzić krzywdę. Możesz być pewna, że o naukach dobrotliwej Feniks łatwo zapomną, kiedy uznają to za wygodne. Szczególnie wystrzegaj się Eufrazji, gdyż to do niej zawsze należy ostatnie słowo.
– Będę uważała, oczywiście. Ale… jak to się ma do Gerakiego?
– Uczynię, co w mojej mocy, żebyś mogła porozmawiać z bratem i może nawet zrobić w jego kwestii coś więcej, jeśli uznasz to za stosowne. W żadnym wypadku jednak nie podejmuj kolejnych decyzji sama, a szczególnie nie próbuj na własną rękę starać się o audiencję u Matriarchiń. – Kaliksta wstała, podeszła do Anastazji i patrząc jej w oczy, rzekła ciszej: – Z nimi nie ma żartów.
* * *Chwilę po tym, jak Anastazja weszła do podziemnego lochu, zrobiło jej się tak niedobrze, że zapragnęła jak najszybciej stamtąd wyjść. Gdyby nie obecność Kaliksty obok, zapewne tak by postąpiła. Starsza duchowna nawet spojrzała na podopieczną z zatroskaniem, ta jednak rzekła:
– Nic mi nie jest.
Po powrocie do świątyni mentorka obwieściła, że Matriarchinie wyraziły zgodę, by Anastazja spotkała się z Gerakim. Przetrzymywany był w lochu, w głąb którego obie w tej chwili się zapuszczały. Gdyby nie zapalone pochodnie zatknięte przy kamiennych ścianach, już po kilkunastu krokach powitałyby całkowitą ciemność.
Młoda feniksjanka wiedziała, że tylko tak może spotkać brata, ale nie mogła nic poradzić na to, iż zamknięte i ciasne pomieszczenia ją przerażają. Oczy ledwo przyzwyczajały się do półmroku, niebawem zaczęło śmierdzieć stęchlizną, a co najgorsze – czuła się osaczona. Ograniczona. Chciałaby rozłożyć skrzydła i uciec stąd jak najdalej, lecz nie miała ku temu przestrzeni. Tym dobitniej sobie uświadomiła, że dla każdego musi to być najgorsza możliwa tortura.
Skoro takie myśli krążyły po jej głowie, co musiał czuć Geraki?
Szczęśliwie niedługo potem opuściły korytarz i ujrzały mężczyzn, którzy skierowali w ich stronę włócznie. Jeden z nich zawołał:
– Stać! Kto idzie?
– Czy nie poznajesz wyższej kapłanki? – odparła starsza duchowna. – Chcemy zobaczyć się z bratem mojej uczennicy. Ma na imię Geraki.
– Z rozkazu zarządcy nikt nie ma tutaj prawa wstępu ani nie może rozmawiać ze skazanymi.
– Czyżby? – Kaliksta wyjęła przytroczony do pasa pergamin, po czym rozwinęła go i pokazała strażnikom. – Umieją czytać?
Obaj popatrzyli po sobie zdziwieni. Gdyby Anastazji nie ściskał strach na widok tego pomieszczenia, pomyślałaby, że to wygląda komicznie – lochu pilnowali avesowie niżsi od niej czy Kaliksty i próbowali stwarzać pozory, że należy się ich bać. Rozumiała jednak, dlaczego przydzielono tu mężczyzn – dla kobiet przewidywano ważniejsze zadania.
– A czy widzicie te podpisy i pieczęć? – zapytała Kaliksta. – To pismo samych Matriarchiń. Zgodnie z tym, co jest tu napisane, nasze panie nakazują, abyście zaprowadzili nas do Gerakiego. Jeśli się z tym nie zgadzacie, możecie oczywiście polecieć do nich i złożyć skargę, ale nie obiecuję, że się ulitują, gdy dacie do zrozumienia, że złamaliście rozkaz. Jak zatem będzie?
– Proszę wybaczyć – zreflektował się jeden ze strażników. – Chodźcie za mną.
Mężczyzna prowadził feniksjanki w prawą stronę, gdzie dało się już dostrzec rzędy krat. W miarę jak szły, mijały przesiadujących w celach więźniów; niektórzy wyglądali zwyczajnie, większość natomiast przypatrywała się z apatią czy to odwiedzającym, czy ścianom. Wielu sprawiało wrażenie wychudzonych nawet jak na avesów, ich upierzenie zdawało się już dawno spłowieć, innymi słowy – wyglądali jak jedno wielkie nieszczęście.
Młoda kapłanka z trudem powstrzymywała odruchy wymiotne. Tę część korytarza również oświetlały pochodnie, lecz już wolałaby, żeby pomieszczenie spowijał mrok, niż by miała oglądać to wszystko.
Niebawem strażnik zatrzymał się przy jednej z cel i patrząc przez kraty, zawołał:
– Ty! – Anastazja usłyszała stamtąd krzyk. Bardzo znajomy. – Masz gości.
Serce jej zamarło. Musiała jednak podejść. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak się wahała.
– Dasz radę – szepnęła Kaliksta.
Młoda feniksjanka zbliżyła się do krat. Przy ścianie stał Geraki.
„Na dostojną Feniks” – pomyślała z przerażeniem. „Co oni ci zrobili?”.
Brat przebywał w lochu nie dłużej niż kilka godzin, ale to wystarczyło, by uczynić z niego wrak. Pióra nie zdążyły jeszcze wypłowieć, mimo to w kilku miejscach ukazywała się goła skóra, tak jakby część wyrwano.
– Chcesz wejść do środka? – zapytał strażnik, przerywając oględziny. Anastazja się speszyła.
– Oczywiście, że chcę.
– Zgodnie z pismem – rzekła Kaliksta do mężczyzny – musicie zapewnić mojej podopiecznej, że będzie mogła porozmawiać z bratem na osobności. Nie możemy więc się wtrącać.
– No dobrze. – Otworzył kluczem kraty i uchylił je na tyle, by dziewczyna mogła wejść. – Kiedy skończycie, zawołaj nas.
Anastazja skinęła głową, po czym spojrzała na Kalikstę.
– Zostanę wraz ze strażnikami – rzekła starsza duchowna. – Nie chcę, żebyś wracała sama.
– Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy.
Weszła do środka, po czym usłyszała szczęk zamykanych na klucz krat. Strażnik wraz z mentorką oddalili się.
Zostali tylko we dwoje. Geraki – smutny, zaskoczony i przerażony – cały czas wpatrywał się tępo w siostrę.
– Ana?!…
Dopiero teraz mogła przyjrzeć się dokładniej. Tam, gdzie skóra była odkryta, znajdowała się zakrzepła krew, jakby chłopaka torturowano. Ręce skuto kajdanami, natomiast skrzydła związywał ze sobą łańcuch wyrastający ze ściany. Pióra sprawiały wrażenie roztrzepanych, nierównomiernie ułożonych. Najbardziej jednak ujmował wzrok, który jak gdyby zadawał jedno pytanie: „Czy musisz mnie takiego oglądać?”. Anastazja wolała nie myśleć, jak bestialsko musieli go traktować.
– Geraki – zaczęła. – Spokojnie, to ja. Twoja siostra. Jestem tutaj. Chcę tylko…
– Wiem – uciął. – Nie najlepsze okoliczności, co? – Brat starał się, jak mógł, by wykrzesać z siebie humor, lecz wychodziło to drętwo.
– Na pewno liczyłeś na lepsze…
– Pewno. Miałem wrócić w chwale, a tu się okazuje, że ku chwale Ellii mam zostać stracony.
Anastazji zmroziło krew w żyłach.
– Kiedy?!
– Nie powiedzieli.
Musiała podejść do ściany i się osunąć. Nawet nie zwracała uwagi, czy przedtem właściwie rozchyliła skrzydła.
– Nie, nie, nie, nie…
Cały czas patrzyła w podłogę. Chciała tylko wrzeszczeć.
– Ana – rzekł Geraki nieprzekonująco. – Tylko spokojnie. Nadal tu jestem.
– Cały czas się o ciebie martwiłam, a ty wracasz po dwóch latach i mówisz, że mają cię stracić? – Anastazja nieudolnie próbowała powstrzymywać się od łez. – Prze… przepraszam…
Brat spojrzał na kapłankę ze współczuciem.
– Nie musisz. Wypłacz się.
Dziewczyna usiłowała opanować emocje, lecz skończyło się to tylko tym, że zaczęła łkać. Geraki wykazywał się pogodą ducha na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Cały on. Nim jeszcze wyruszył na wojnę, znajdowali się w sytuacji, która naprawdę ich nie rozpieszczała. Mimo to wykazywał się ogromnym dystansem do wszystkiego dookoła. Owszem, teraz czekał go nieuchronny koniec, jednakże z tej dwójki to nie chłopak potrzebował większego pocieszenia.
– Geraki… – rzekła Anastazja cicho. – Czy ten żołnierz mówił prawdę? Że zostałeś oskarżony za współpracę z Kelaghiem?
Brat smutno kiwnął głową.
– Ukarali mnie, bo nasza pani generał jest głupia. Ale nie, z krukami się nie zadawałem. Chodź bliżej.
Posłuchała brata i oboje usadowili się obok siebie, choć Gerakiemu przyszło to z większym trudem – łańcuch wraz z kajdanami mocno krępowały jego ruchy. Teraz Anastazja zdała sobie sprawę, jak twarde oraz wilgotne jest podłoże, ale to akurat stanowiło najmniejszy problem.
– Geraki… Więc co właściwie się stało?
Chłopak zaczął patrzeć na ścianę.
– Co u ciebie?
Odsunęła głowę do tyłu, zaskoczona pytaniem. „Sprawa jest poważna, a ty pytasz, co u mnie?”. Szybko jednak sama sobie odpowiedziała – równie dobrze przecież mogli rozmawiać po raz ostatni.
– Dobrze. Coraz lepiej opanowuję materiał, lecz nadal nie prowadzę nabożeństw.
– Ale radzisz sobie w życiu? Beze mnie pewnie masz ciężko, co?
Chrząknęła smutno. Zbierała się na odpowiedź.
– To jakbyś zapytał, czy po nocy następuje dzień. Jest mi trudno, ale jakoś się utrzymuję z datków. Jeszcze czasami pomaga przyjaciółka ze świątyni.
Geraki odetchnął z ulgą.
– To świetnie. Przynajmniej u ciebie.
Nagle ktoś zaczął wołać na cały loch: „Wypuśćcie mnie!”, tak że Anastazję aż przeszły dreszcze. Zaraz potem dało się słyszeć kroki jednego ze strażników, który przystawił włócznię do krat i wysyczał, żeby się uspokoił.
– Oszaleć można… – rzekła kapłanka. – Jak możesz wytrzymywać w takim miejscu?
Chłopak wzruszył ramionami.
– A mam inny wybór?
– Fakt… Geraki, muszę wiedzieć. Co się stało, że wtrącono cię do lochu?
Brat zbierał się na odpowiedź dłuższą chwilę.
– Na pewno słyszałaś, do czego zdolne są kruki i dlaczego panuje u nas taka paranoja. No… to wielokrotnie się przekonałem, na czym polega ta cała taumaturgia umysłu.
– Ale przejęli nad tobą kontrolę? Wyciągali od ciebie informacje?
– Nie, nie. Znaczy… inaczej. Miałem kontakt krótko przed tym, jak tu wylądowałem, ale nic mi nie mogli zrobić.
– Jak doszło do tego spotkania?
Westchnął.
– Nie wiem, o czym tu opowiadać. Byłem w oddziale z kilkudziesięcioma innymi avesami, któremu przydzielano różne zadania, głównie zwiad. Mieliśmy głównie raportować, czy widzieliśmy większą armię, a jeśli tak, to którędy się kieruje, żeby nasi dowódcy wiedzieli, co robić. Tak się złożyło, że z jednego zwiadu długo nie wracaliśmy, bo zależało nam na tym, żeby zdobyć więcej informacji. Wiesz, spodziewaliśmy się, że tam będzie przelatywało wiele tych kruków. Pilnowaliśmy się, ale i tak zostaliśmy osaczeni. Cała historia.
Anastazja pokręciła głową.
– Na pewno nie cała. Musieliście przecież jakoś z tego wyjść. Co było dalej?
Geraki zaczął się namyślać. W końcu podjął:
– Nie, było przecież coś jeszcze. Tak, pilnowaliśmy się, ale… część z nas odłączyła się, żeby przeszukać większy obszar. Długi czas nie wracali, więc przed zachodem słońca rozbiliśmy obóz… a kiedy przyszło co do czego, zobaczyliśmy tylko jednego. Wypytywaliśmy go, co się stało z resztą, a on twierdził, że natknęli się na kruki i zostali schwytani. Poza nim podobno wszyscy zostali zabici. Oczywiście nabraliśmy podejrzeń i zaczęliśmy zadawać pytania. Bo wiesz, musieliśmy potwierdzać siebie nawzajem. Zdziwiliśmy się, ale na wszystkie odpowiedział prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że pomieszano mu w głowie… do czasu, aż powiedział, że mamy natychmiast opuścić obóz, bo mogą napaść nas w każdej chwili, i wskazał nam kierunek.
Anastazja przekrzywiła głowę.
– Co w tym dziwnego?
– Kazał lecieć w konkretną stronę. Dlaczego tam, nie chciał wyjaśnić. Wtedy dotarło do nas, że to pułapka. Nie zabiliśmy kolegi, ale kazaliśmy mu, żeby się do nas nie zbliżał. Zwinęliśmy obóz i natychmiast odlecieliśmy, mimo że zrobiło się już ciemno. Tak czy inaczej wiedzieliśmy, dokąd lecieć, żeby spotkać się z armią. To wtedy zostaliśmy osaczeni. Mieliśmy wprawdzie w szeregach taumaturgów ognia, ale to nie wystarczyło, bo tych tam było po prostu za dużo. Większość zginęła, ale niektórzy zdołali się oprzeć. Uciekliśmy, bo co innego mogliśmy zrobić? A kiedy oddaliliśmy się na tyle, że tamci przestali nas ścigać, mieliśmy czas, aby przemyśleć sytuację. Jeśli wrócimy do armii, to ryzykujemy, że wzbudzimy podejrzenia… ale uznaliśmy, że lepszego wyjścia nie ma. Z czasem szybko wypatrzyliśmy żołnierzy. I oczywiście zaczęło się przepytywanie, sprawdzanie umiejętności…
– No tak, rozumiem. I na tej podstawie stwierdzili, że szpiegujecie dla krukowatych? – wtrąciła się Anastazja. Po chwili jednak sama się zorientowała, że odezwała się na wyrost – Geraki, choć wyglądał fatalnie, sam z siebie nabrał chęci na opowiedzenie ze szczegółami, co się wydarzyło.
– Nie. Chodzi o to, że… bałem się powrotu. Armią dowodziła generał Zefiryna, która już przez jakiś czas interesowała się tym, co robię. – Geraki zamyślił się dłuższą chwilę. – Pamiętasz może medalion? Ten, który ci pokazałem, zanim opuściłem Pyrkagię?
– Kojarzę.
Chłopak nachylił się do siostry i szepnął:
– On chroni przed wrogą taumaturgią.
Z początku feniksjanka odniosła wrażenie, że nie zrozumiała.
– Co? Jak?
– Nie każ mi się powtarzać.
– Nie… Żartujesz sobie. W jaki sposób…
– Został wykuty pod natchnieniem Feniks – odparł Geraki z wymuszonym namaszczeniem. – Tak twierdził dziadek stryjeczny.
Siostra pokiwała z namysłem głową.
– No dobrze. Używałeś go na wojnie przeciw krukowatym, tak?
– Mhm.
– I kiedy go zakładałeś, mogłeś nic sobie nie robić z tej ich taumaturgii?
– Tak.
– Geraki… – Anastazja nerwowo pokręciła głową. – Nie wierzę ci.
Brat spojrzał na kapłankę zaskoczony. Później w jego wzroku pojawiło się rozczarowanie.
– Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?
– Zanim zaczniesz opowiadać dalej… chcę, żebyś opisał naszą ostatnią rozmowę. Przed tym, jak wyleciałeś na wojnę.
Chłopak uniósł głowę, ukazując spód dzioba; jego mimika zdawała się mówić: „Chybaś zwariowała”. Po chwili jednak otworzył szeroko oczy, jakby zrozumiał, w czym rzecz.
– To będzie trudne, ale… Hm. Wyszedłem na taras, bo chciałem obserwować miasto. Wtedy jakoś ty się pojawiłaś, bo… chciałaś odpocząć od nauki, chyba tak to było. Pogadaliśmy chwilę, wtedy zapytałaś o medalion, powiedzieliśmy sobie „do widzenia”… Nie pamiętam, żebyśmy jeszcze później odbywali pogawędkę, bo wyruszałem o świcie.
Anastazja westchnęła z ulgą.
– Dokładnie tak było. Dziękuję. Nie mam więc innego wyboru niż wierzyć, że mówisz prawdę.
– Dlaczego w to wątpiłaś?
– Wiesz, pomyślałam, że krukowaci mogli ci zmienić wspomnienia. Nie miałam nic złego na myśli, to ze zwykłej przezorności.
W tym czasie inny więzień zaczął coś recytować monotonnym tonem. Anastazja nie słyszała wyraźnie, lecz wydawało jej się, że odmawia modlitwę do Feniks. Poczuła się nieswojo, lecz jednocześnie podbudowała się w tym, że wybrała dobrą drogę, krzewiąc nauki swej Pani – w życiu niektórzy mogli liczyć już tylko na wiarę.
– Dlaczego nie powiedziałeś, co ten medalion potrafi? – zapytała.
– Cóż… – Geraki ponownie zbierał się na odpowiedź dłuższą chwilę. – To dziadek stryjeczny prosił, żebym zachował tę tajemnicę dla siebie.
– Wiesz przecież, że nikomu bym o tym nie powiedziała.
– Twierdził, że im mniej osób będzie miało pojęcie o istnieniu medalionu, tym lepiej. Chodziło o to, żeby nie korzystał z niego nikt niepowołany. Więcej takich nie ma.
– Oczywiście – rzekła dziewczyna, nadal jednak nieprzekonana. – Ale bardzo by to pomogło w tej głupiej wojnie. I zapobiegłoby zabijaniu avesów tylko dlatego, że są „podejrzani”.
– Dziadek też o tym wiedział… ale zrobił go z innego powodu. Wiesz, jego żona była taumaturgiem, podobno jednym z najlepszych. Tylko problem polegał na tym, że już wtedy trwała wojna, więc pewnego razu Matriarchinie chciały powołać ją do wojska. Dziadek bardzo się tym zamartwiał, był przekonany, że musi coś zrobić, aby to wszystko przeżyła. Długo rozmyślał, zanosił modły do Feniks… Aż pewnego dnia wykuł medalion, a żona dzięki swojej mocy zaklęła go. Wtedy poprosił, żeby rzuciła w jego stronę parę kul ognia. Żadne pociski się naszego staruszka nie imały. Żadne.
– Ostatecznie wyruszyła na wojnę i dziadek już się nie martwił – ciągnął Geraki. – Kilka miesięcy później jednak wezwała go do siebie Pierwsza Matriarchini. Na miejscu okazało się, że do władczyń dotarły wieści na temat tego medalionu. Chciały, żeby wykuł więcej, za co zostałby wręcz obsypany złotem. Powiedział, że chętnie się tym zajmie, ale żeby zakląć kolejne przedmioty, potrzebuje pomocy taumaturgów. I w tym tkwił problem – co silniejszych potrzebowano na froncie, a wysyłanie tam dziadka byłoby szaleństwem. W związku z tym władczynie ściągnęły kilku… może nie najmocniejszych, ale na pewno dobrych.
– Tyle że to nie wystarczyło. Dziadek zrobił kolejne medaliony, a taumaturdzy próbowali je zaklinać, ale były bezużyteczne. Matriarchinie się niecierpliwiły, ale nie przeszkadzały w pracy. Kiedy już chciał się załamać, doszły do niego słuchy, że żona wróciła z wojny cała i zdrowa. Zdążyli się spotkać i zwróciła medalion, bo uważała, że nie będzie już potrzebny. Dziadek więc opowiedział o wszystkim, a ponadto poprosił ją o pomoc w zaklinaniu kolejnych. Tylko że powiedziała „nie”.
– „Nie”? – zdziwiła się Anastazja.
– Wiesz, podobno w trakcie wojny doznała olśnienia. Rozumiała, co się dzieje i że jej moce bardzo się przydadzą… ale też poważnie traktowała nauki Feniks. Domyślam się, że chodziło o to całe bezsensowne okrucieństwo. Podobno twierdziła, że co by się nie stało i jak Ellia by na tym nie ucierpiała, nie przyłoży już ręki do czegokolwiek, co pomoże w zabijaniu innych, bo to nie ma nic wspólnego z naszymi wartościami.
– W pełni rozumiem… lecz zastanawiam się nad jednym. Dlaczego to ona była zdolna do tego, by zakląć medalion, a inni taumaturdzy już nie?
– Jak wspomniałem, była jednym z najmocniejszych – rzekł Geraki. – Kojarzysz tę historię, w której pięć avesek taumaturgów zaatakowało miasto i spopieliło je całe? No więc to jest ten sam poziom. Rozumiesz, tak potężne wrodzone moce zdarzają się raz na… W sumie nie pamiętam, jak o tym mówili. Bardzo rzadko. Tak czy inaczej, kiedy władczynie dowiedziały się, że żona dziadka wróciła, ale odmawia pracy nad medalionami, wtrąciły ją do lochu. Zagroziły jej, że jeśli nadal będzie się stawiać, to skończy jako niewolnica. Ostatecznie Matriarchinie kazały zabrać żonę do innego miasta, tak żeby zaczęła wieść inne życie, a dziadek nic nie mógł z tym zrobić.
Anastazja westchnęła.
– Przykro mi. Ale… o tym dziadek też mi nigdy nie opowiadał.
– Pewnie widział we mnie kogoś, kto dalej może przysłużyć się rodzinie i ludowi. – Geraki zaśmiał się ponuro. – Trochę się przeliczył.
– Tylko dlaczego nie ruszył żonie na pomoc? I co się stało, że medalion przypadł tobie?
– A co mógł zrobić? Nie wiedział, gdzie ona jest, a nawet gdyby udało mu się dowiedzieć, był obserwowany przez straż. Nie wykonał zadania, więc Matriarchinie dopilnowały, by odczuł karę. Jeśli chodzi o medalion, dziadek pierwotnie chciał go zniszczyć. Prędzej czy później władczynie zauważyłyby, że tamta jakimś cudem już go nie nosi. Bo wiesz, czemu miałby dalej pomagać tym, które wyrządziły mu taką krzywdę? Ostatecznie postanowił, że go ukryje. No i przeczucia naszego staruszka nie zmyliły, ponieważ wkrótce potem przyleciała straż, pytając o medalion. Czego on nie przeżył! Najpierw stwierdził, że jest zniszczony, potem jeszcze wtrącili do lochu, a nawet wzięli na tortury. I tak się nie przyznał. Ostatecznie go wypuszczono, ale nadal był pod ścisłym nadzorem. Dopiero po dłuższym czasie stwierdzili, że już nie ma co.
– Potem dziadek na wiele lat zapomniał o błyskotce – mówił Geraki. – Chciał, żeby cała sprawa ucichła. Tamte Matriarchinie zmarły, władzę przejmowały po nich kolejne. Dopiero jakieś dziesięć lat temu poprosił, żebym poleciał razem z nim w jedno miejsce. Zdziwiłem się, ale w sumie nie miałem nic przeciwko. Przybyliśmy wtedy pod kryjówkę i otrzymałem ten naszyjnik.
Anastazja nie odezwała się.
– Rozumiem, że czujesz się oszukana – stwierdził brat. – Powinienem był ci powiedzieć.
– Sam mówiłeś, że obiecałeś – odparła dziewczyna.
Geraki odetchnął z ulgą.
– Dziękuję.
Milczała. Musiała wszystko przemyśleć. Odnosiła jednak wrażenie, że umknął jej jeden szczegół.
– Ana? – zainteresował się brat.
– Więc gdzie teraz jest ten medalion?
Chłopak westchnął.
– Zabrała go generał Zefiryna.
Dziewczyna zaklęła.
– Miałem o tym opowiedzieć, ale zeszliśmy na temat medalionu – ciągnął Geraki delikatnie rozbawionym tonem. – Dzięki tobie mogłem znowu się rozgadać.
– Ona znajduje się teraz na froncie, prawda?
– Nie wiem, możliwe. Naprawdę, jak rozważaliśmy powrót do armii, bardzo niechętnie się na to zgodziłem…
– Jak to?
– Bo ta głupia ptaszyca jest chora na władzę, ot co – rzekł chłopak, nie kryjąc złości. – Cierpi na manię wielkości. Nie wiem, nazwij to, jak chcesz. Chodzi o to, że kiedy wróciliśmy i wszyscy już raczej wiedzieli, że żaden kruk nie zrobił nam prania mózgu, generałowa kazała mi stawić się u siebie, bo interesowała się medalionem, który nosiłem. Ponieważ sama była taumaturgiem, rzuciła we mnie ogniem i nic nie poczułem. Wtedy rozkazała mnie schwytać, rozpowiadając na prawo i lewo, że szpieguję dla kruków. Bo niby ukrywam „elementy ważne pod względem strategicznym”, czy jak to tam próbowała tłumaczyć. Co więcej, kazała zakuć w kajdany także innych avesów, z którymi leciałem, żeby to wyglądało wiarygodniej. Twierdziła, że pomagali mi we współpracy z wrogiem.
– Na dobrotliwą Feniks… – wymsknęło się Anastazji z oburzenia.
– Tak. Nie dość, że uzyskała coś, dzięki czemu sama jest potężna, to jeszcze przy okazji podliże się Matriarchiniom, udowadniając, jak dobrze dba się o „przesiew” u nas w kraju. – Geraki zacharczał, wskazując dziobem podłogę, po czym napluł na nią. – Część więźniów, których musiałaś mijać, to właśnie koledzy z mojego oddziału.
– Geraki… – Kapłance głos się trząsł. – Muszę cię uwolnić.
– Tja, przydałoby mi się. – Brat ponownie silił się na humor i ponownie wyszło mu to drętwo. – Ana, wiem, że jestem niewinny. I że… da się coś z tym zrobić. Dlatego ci o tym wszystkim mówię. Ale nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę, więc… jakby co, wszystko zrozumiem.
– Nie opowiadaj bzdur, Geraki! – odparła Anastazja, nabierając nieco odwagi. – Nikt mi cię nie zastąpi. Przede wszystkim… – Zamyśliła się. – Słuchaj, rozumiem, że chciałeś zachować tajemnicę medalionu. Muszę jednak powiedzieć Kalikście. Ona zna się z Drugą Matriarchinią, może razem coś wskórają.
Chłopak westchnął.
– Wszystko mi jedno. Jeśli to sprawi, że uniknę wyroku, rozpowiadaj o tym nawet wszystkim dookoła.
Anastazja nie chciała tego okazywać, lecz sama czuła strach. Sprawdziła Gerakiego i miała raczej pewność co do tego, że krukowaci nie wpłynęli na niego w żaden sposób. Mimo to udowodnienie jego niewinności stanowiło nie lada wyzwanie. Jak by na to nie patrzeć, brat był tylko szeregowym żołnierzem, więc nie mógłby liczyć na większy posłuch niż pani generał, którą społeczeństwo musiało szanować, skoro w hierarchii zaszła tak daleko.
Wiedziała, że – mówiąc metaforycznie – wchodzi w ciemną jaskinię. W oczach Gerakiego jednak wyczytała wołanie o pomoc.
– Czy dasz radę coś zrobić? – zapytał.
Kapłanka dalej drżała. W końcu odparła, siląc się na przekonanie:
– Spróbuję.
* * *– Nie mogę postąpić inaczej, Nikanoro – opowiadała Anastazja koleżance, kiedy ta samą siłą woli zapalała pochodnie przed kolejnymi modłami. – Geraki jest niewinny i wierzę we wszystko, co powiedział.
Kapłanka odwróciła się w stronę przyjaciółki.
– Czy mogę być szczera?
– Oczywiście – odparła Anastazja, choć bez entuzjazmu. Zakładała, że nie spodoba jej się to, co usłyszy.
– Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że do reszty postradałaś zmysły. Przecież nikt rozsądny nie uwierzy w to, co powiedział Geraki. Czy ktoś kiedykolwiek widział ten medalion? Czy ty widziałaś? Skąd możesz wiedzieć, że…
– Mówię, że go sprawdziłam! – odrzekła Anastazja ze złością. – Jak możesz w ogóle podawać to w wątpliwość…?!
– Do cholery, daj dokończyć! – krzyknęła Nikanora. – Wiem, że przetestowałaś Gerakiego, nie umknęło mi to. Zdołał zapamiętać szczegóły ze spotkania sprzed dwóch lat i jeszcze te wspomnienia pokrywają się z twoimi. Z jednej strony nie mam pojęcia, czy to wszystko pomoże w udowodnieniu czegokolwiek, z drugiej… w tym, co mówi, pewnie jest ziarno prawdy. Przepraszam, jeśli chociaż przez chwilę zwątpiłaś, że nie wspieram tej sprawy.
Dziewczyna rozpogodziła się, choć nadal czuła smutek.
– Dziękuję.
– I to dlatego Kaliksty może nie być w świątyni nawet cały dzień?
– Zgadza się. Opowiedziałam jej o wszystkim, więc stwierdziła, że musi już z samego rana udać się na kolejną audiencję u Matriarchiń.
– Mhm. A ty masz tylko czekać?
– No… tak.
Nikanora powoli pokiwała głową.
– Dobrze. To lepiej pomyśl, co powiesz na kazaniu, bo jeśli dobrze pamiętam, to ty miałaś wygłaszać kolejne.
– Wiem, wiem. Od lat się do tego przygotowuję. Ale wiesz, muszę mieć pomysł. Nie ukrywam, że teraz Kaliksta kazała mi lecieć w nieznane…
– Zatem zróbmy to tak: ty się skup na tym, co powiedzieć, a ja zajmę się pomieszczeniem, amboną… wszystkim innym. Nie tylko pochodniami.
Anastazja pokiwała głową.
– Nikanoro… Nawet nie wiem, co powiedzieć.
– Najlepiej nic. Zrób, co masz zrobić.
Później dziewczyna zrozumiała, jak dużo szacunku jest winna Nikanorze. Taumaturg pragnęła odciążyć koleżankę od pracy, żeby skupiła się na tym, co dla niej ważne. Tak samo jak niegdyś Geraki. Jeśli więc jeszcze miała wątpliwości, czy może polegać na przyjaciółce, to teraz rozwiała je całkowicie.
Z drugiej strony, czuła po tym wyrzuty sumienia. Wszystko, co osiągnęła, zawdzięczała tak naprawdę innym. Przecież nawet to, że mogła w ogóle myśleć o uwolnieniu brata, było zasługą Kaliksty i jej wpływów. Sama nie musiała robić nic.
„Mam nadzieję, że będę mogła im to jakoś wynagrodzić!”.
Category Story / Fantasy
Species Falcon
Size 50 x 50px
File Size 84 kB
FA+

Comments