Prezentuję ciąg dalszy opowiadania pt. „Odrodzenie”; z uwagi na limit znaków w opisie musiałem podzielić tekst na dwie części. Akcja dzieje się w Ornitodei – świecie zamieszkiwanym przez antropomorficzne ptaki, stanowiące tam jedyny gatunek istot rozumnych.
Miłej lektury!
Gwardziści stojący przy wejściu okiennym do pałacu znali Kalikstę, dlatego bez problemu zgodzili się, aby ją i Anastazję wpuścić do środka.
Gdy kapłanki leciały prowadzone przez jednego ze strażników, młoda feniksjanka z podziwem rozglądała się wokół. Pierwszy raz w życiu udawała się na audiencję u Matriarchiń, więc nigdy wcześniej nie widziała czegoś tak wspaniałego jak wnętrze ich rezydencji. Szkarłatny sufit znajdował się bardzo wysoko, a korytarza nie podzielono na piętra, przez co budowla sprawiała wrażenie ogromnej, jakby było się w świątyni. Złote ściany zdobiły liczne tapiserie wyobrażające różne sceny: wzlatującą Feniks, unoszących się avesów, który zanoszą swej bogini modły, czy portrety wcześniejszych władczyń. W krawędziach tychże ścian utworzono wnęki, które biegły od połowy ścian aż ku sufitowi, a na powstałych w ten sposób powierzchniach stały duże dzbany z okazałą roślinnością.
– Anastazjo. Anastazjo. Anastazjo!
Młoda kapłanka natychmiast się otrząsnęła, gdy Kaliksta zawołała ostrzej.
– Co? Bardzo przepraszam.
– Musisz się skupić. Pamiętaj: kiedy staniesz przed Matriarchiniami, nie odzywaj się niepytana. Będę przemawiała w naszym imieniu. Rozumiemy się?
– Oczywiście.
W dniu, w którym Anastazja opowiedziała Nikanorze o rozmowie z Gerakim, Kaliksta wróciła do świątyni dopiero wieczorem. Obwieściła, że chłopak nie zostanie stracony, aż nie zapadnie obowiązujący wyrok. Żeby to się stało, należało sprowadzić z powrotem generał Zefirynę, by złożyła zeznania. Starsza duchowna przekonała Amarantę, aby Matriarchinie wydały rozkaz, do którego należało dostosować się niezwłocznie, niezależnie od tego, jaka panowała sytuacja na froncie. Jeżeli dowódczyni faktycznie posiadała medalion, miała zabrać go ze sobą.
Anastazja – czując mieszaninę podniecenia i strachu – z niecierpliwością czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Aż kilka dni później do świątyni przybył posłaniec, który zaprosił ją oraz Kalikstę do pałacu Matriarchiń. Zdradził przy tym, że generał pojawiła się w mieście. Dziewczyna nie posiadała się z radości.
Lecąc korytarzem, niebawem ujrzały masywne, szkarłatne drzwi ze wzorem układającym się w wielkiego ptaka. Przy nich na żerdziach klękało dwóch kolejnych avesów.
– Musicie lądować – rzekł gwardzista, który towarzyszył kapłankom. – Porozmawiam z nimi i poproszę, żeby wpuścili was do sali audiencyjnej.
– Dobrze – odrzekła Kaliksta.
Postąpiły zgodnie z prośbą. Mężczyzna stanął na jednej z żerdzi i Anastazja słyszała wyraźnie, jak mówi, że starsza kapłanka Feniks przybyła tu wraz z uczennicą, aby złożyć Matriarchiniom wizytę. Jeden z gwardzistów wówczas bez słowa otworzył drzwi – zadziwiająco łatwo, zważywszy na ich rozmiar – i udał się do środka. Gdy wrócił po chwili, rzekł:
– Matriarchinie was przyjmą. Możecie wejść.
– Dziękujemy – odparła Kaliksta, po czym otworzyła drzwi na oścież.
Anastazję nagle zaczął zjadać strach, nie rozumiała dlaczego.
Jeszcze nim weszły do środka, pod sufitem sali audiencyjnej na przeciwległej ścianie ujrzały mieniący się przepiękny, złoto-pomarańczowy witraż, przedstawiający Feniks z szeroko rozpostartymi skrzydłami i otwartym dziobem. Widok był tym bardziej ujmujący, iż z widocznych na pozostałych ścianach okien wylewało się światło, które odbijało się na tymże wizerunku. Młoda kapłanka przypatrywała się temu arcydziełu zauroczona, a po chwili spojrzała przed siebie. Pod witrażem, wysoko nad podłogą, stały obok siebie trzy trony. Na wielkim, błękitnym, zasiadała postawna aveska o czerwonym upierzeniu, podobnym do bogini. Z dwóch po bokach, szkarłatnych, spoglądały pozostałe władczynie, już w typowej szacie sokołowatych. Pod nimi znajdowało się splecione z gałązek podłoże, wystające z przeciwległej ściany. Zadziwiało ono Anastazję o tyle, że choć obejmowało niewielki obszar, wyglądało tak, jakby ani myślało się zapaść.
Pośrodku przez całą szerokość sali biegła gruba żerdź, na której obie z Kalikstą usiadły.
– Bądźcie pozdrowione, Wasze Wysokości – zaczęła mentorka. – Jesteśmy niezmiernie wdzięczne, że nas przyjęłyście.
– Cała przyjemność po naszej stronie, Kaliksto – odparła uroczyście Pierwsza Matriarchini, Eufrazja. – Jak mniemam, to jest twoja uczennica?
– Jak najbardziej. Oto Anastazja, siostra Gerakiego.
Dziewczyna skłoniła się, jednak przez nerwy uczyniła to niedbale. Tak jak jej poradzono, nie odzywała się niepytana.
– W porządku – rzekła władczyni, gładząc się po żuchwie. – Lada moment powinni przybyć pozostali.
– Wasze Wysokości – powiedział nagle gwardzista, który zamknął za sobą drzwi do sali. – Przylecieli strażnicy. Przyprowadzili Gerakiego.
Anastazja znieruchomiała. „Naprawdę?”.
– To są spodziewani goście – odrzekła Pierwsza Matriarchini. – Wpuśćcie ich.
– Rozkaz.
Gwardziści otworzyli drzwi. Do środka wlecieli dwaj strażnicy – podobni do tych, których kapłanka widziała w lochu – a wraz z nimi Geraki. Jego ręce wciąż były skrępowane kajdanami, a skrzydła – łańcuchami.
– Geraki! – wyrwało się Anastazji.
– Ana? – odparł chłopak zdziwiony, ale szybko w jego oczach pojawiła się iskra radości. Kapłanka dostrzegła na ciele więcej zakrwawionych miejsc z gołą skórą, a pióra już częściowo zdążyły wypłowieć.
– Oczekujemy jeszcze jednej osoby, więc zajmijcie miejsce – odezwała się Druga Matriarchini, Amaranta.
Strażnicy zaprowadzili Gerakiego do żerdzi zgodnie z poleceniem.
W tym momencie gwardzista orzekł, że wejścia domaga się kolejny aves. Generał Zefiryna.
Przekroczyła próg. Wyglądała tak, jak mogłaby się spodziewać Anastazja – dumna, z upierzeniem w barwach bardziej praktycznych aniżeli pięknych. Ubrała się w tunikę ze złotymi zdobieniami, sięgającą połowy ud, a przy pasie wisiała pochwa z mieczem. Nosiła także naszyjnik z medalionem. Tym samym, który pokazywał Geraki.
Generał zajęła miejsce na żerdzi i rzekła:
– Przybyłam na wezwanie, Wasze Wysokości. Czegóż ode mnie oczekujecie?
– Zebrałyśmy was tutaj – odezwała się Eufrazja – ponieważ ostatnio miały miejsce wydarzenia, które oceniłyśmy jako będące wagi państwowej. Postanowiłyśmy, że tą sprawą zajmiemy się osobiście. Generał Zefiryno, zostały wobec ciebie postawione bardzo poważne zarzuty. Ponoć zabrałaś temu tu żołnierzowi medalion, który rzekomo wspomagał go na wojnie z Kelaghiem, i nakazałaś aresztowanie za współpracę z wrogiem, choć nie istnieją ku temu żadne podstawy. Co masz na swoją obronę?
Zefiryna nawet przez chwilę nie rezygnowała z dumnej postawy.
– Wasza Wysokość, mogę potwierdzić to, co zostało powiedziane na temat mocy medalionu. Nie wiem, gdzie tak naprawdę się uchował… ale bezsporne jest, że chroni przed wrogą taumaturgią. Mogę to udowodnić.
– Istotnie taki medalion kiedyś istniał – rzekła Trzecia Matriarchini, Tryfena. – Lecz za rządów poprzednich Matriarchiń uznano go za zaginiony. Jak to możliwe, że nim dysponujesz?
– Tak jak mówiłam, nie mam pojęcia. Zawsze jednak…
– Bo należał do mnie – przerwał Geraki ze złością. – Dostałem go w prezencie od dziadka stryjecznego, a pani generał przywłaszczyła…
– Masz odzywać się tylko pytany przez miłościwie nam panujące! – skarcił chłopaka jeden ze strażników, uderzając łokciem w skrzydło. Anastazja czuła się wzburzona, ale zdawała sobie sprawę, że gdyby się wtrąciła, mogłaby tylko pogorszyć sprawę.
– A więc potwierdzasz, chłopcze, że byłeś właścicielem medalionu, zgadza się? – rzekła Eufrazja z namysłem. – Chciałabym zatem, byś to ty udowodnił, czy pogłoski na temat tych magicznych właściwości są prawdziwe.
– Skoro taka wasza wola, o pani… – odrzekł Geraki.
– Straże. Podlećcie z nim tutaj.
Avesowie posłusznie wypełnili rozkaz. Chłopak czuł się niekomfortowo, ale wykazywał się zadziwiającym spokojem. Anastazja jego emocji nie podzielała – chciała krzyczeć.
– Wasza Wysokość, proszę to jeszcze przemyśleć – powiedziała Kaliksta. – Czy musimy wypróbowywać moc medalionu na jednym z żołnierzy? Każdy jest tutaj ważny.
„Bardzo się cieszę, że ktoś to powiedział” – pomyślała Anastazja. „Szacunek dla cudzego życia? Czy władczynie słyszały o czymś takim? Jak to się stało, że to one są najwyższymi kapłankami Feniks?”.
– W takim razie na kim, jeśli nie na nim? – odparła Pierwsza Matriarchini.
– Wasze Wysokości… Jeśli takie będzie wasze życzenie, zgodzę się, aby zdjąć z Gerakiego to brzemię.
– To szlachetne, lecz odmawiam. Jeśli pogłoski o mocy naszyjnika okażą się kłamstwem, wolę poświęcić szeregowego mężczyznę. Poza tym, poniesie karę za to, że ukrył przed nami coś, co może być drogocenne.
Ostatnie zdanie wydało się Anastazji absurdalne. Gdyby medalion okazał się nie mieć żadnych mocy, brat by odpowiadał za to, że nie pokazał władczyniom… czegoś bezwartościowego?
– Zefiryno, przekaż Gerakiemu medalion – poprosiła Eufrazja.
– Tak jest – odrzekła generał, po czym podleciała do niego i założyła naszyjnik na chłopaku. Ten stał niewzruszony, choć patrzył na dowódczynię tak, jakby pragnął ją zamordować.
Generał wzbiła się w powietrze do tyłu, po czym wystawiła dłoń. Utworzyła płomień, który się powiększał, aż osiągnął rozmiary kuli lekkoatletycznej.
Od tej chwili zależało wszystko. Już nawet nie chodziło o to, że to na Gerakim spoczął obowiązek udowodnienia mocy medalionu. Anastazja zdawała sobie sprawę, że takie traktowanie własnego pobratymca jest karygodne, lecz musiała ufać, że brat nie bez powodu zachowuje spokój. Poza tym, zależało jej, by wiedzieć. Teraz albo nigdy.
Zefiryna rzuciła ogniem w stronę Gerakiego. Trafiła bezbłędnie. Przy jego ciele jednak płomień zniknął bez śladu.
Utworzyła kolejną kulę i rzuciła nią jeszcze raz. Ta przy chłopaku również zniknęła, nie zostawiając żadnych oparzeń. To samo z następną. Geraki patrzył na to wszystko obojętnie, a w Anastazji podniecenie już tylko narastało.
Brat był niewinny.
– Zefiryno, możesz zabrać medalion – rzekła Pierwsza Matriarchini.
Choć dało się zauważyć, że Geraki pragnął powiedzieć coś nieprzyjemnego, musiał oddać generał naszyjnik, gdy podleciała bliżej.
– Wasze Wysokości, jaki jest wyrok w sprawie Gerakiego? – zapytała Kaliksta. – Udowodniono, że chłopak posiadał ów medalion w trakcie wojny i nikt z Kelaghu nie mógł w żaden sposób wpłynąć na jego umysł.
Anastazja musiała powstrzymywać się od łez. Wprost nie potrafiła uwierzyć we własne szczęście i w to, że wszystko dobrze się skończy. Brat przeżyje i w końcu będą mogli spędzić ze sobą więcej czasu, pierwszy raz od chwili, gdy wyruszył na wojnę.
„To zbyt piękne, żeby było prawdziwe!”.
– Jeszcze jest za wcześnie na wnioski. – Eufrazja wzbiła się w powietrze i ukucnęła na szczycie oparcia tronu. – Generał Zefiryno. Powiedz… jak to się stało, że weszłaś w posiadanie medalionu?
Kiedy wszyscy zajęli miejsce z powrotem, dowódczyni zaczęła:
– Medalion cały czas należał do mnie. A ten podlotek chciał go ukraść.
Anastazji gula skoczyła do gardła.
– Co?! – krzyknął Geraki. – To kłamstwo!
– Zamiast rzucać oszczerstwami, lepiej byś powiedział, co robią krukowaci, którym obiecałeś przekazanie naszyjnika – odparła generał z pełnym przekonaniem.
– Zefiryno – wtrąciła się Eufrazja. – Raczysz wyjaśnić, o co chodzi?
– Ja też sądziłam, że taki przedmiot nigdy nie istniał. Któregoś dnia znalazłam go ukrytego w jaskini niedaleko morza i sądziłam, że to zwykła błyskotka. Gdy jednak uświadomiłam sobie, że istnieje legenda o przedmiocie chroniącym przed wrogą taumaturgią, postanowiłam sprawdzić, ile w niej prawdy. Rzeczywiście, własnym ogniem nie mogłam się sparzyć. Tych żołnierzy, którzy też potrafili nim manipulować, poprosiłam, żeby mnie zaatakowali, i wydarzyło się to samo. Wtedy zrozumiałam, jak wspaniałe narzędzie wpadło w moje ręce.
– Magiczny medalion ukryty nie wiadomo gdzie?! – oburzył się Geraki. – Czy ty słyszysz sama siebie? Nie możecie w to uwierzyć!
– Albo się uspokoisz, albo zabieramy cię z powrotem do lochu – warknął jeden ze strażników.
Anastazja nie mogła winić brata – w niej też się gotowało. Co by się jednak nie działo, zamierzała wysłuchać generał do końca.
– Oczywiście nie minęło wiele czasu, a pozostali żołnierze dowiadywali się o tym, co odkryłam – ciągnęła dowódczyni. – Szczególnie łasy na tę błyskotkę był Geraki. Najchętniej się jej przypatrywał, jakby zamierzał coś z tym dalej zrobić. Z pewnością Wasze Wysokości pamiętają raport mojego posłańca na temat oddziału, który najpierw zaginął, potem miał utarczkę z Kelaghijczykami, a na koniec cudownie się odnalazł.
– Tak było – odrzekła Amaranta.
– W nocy tego samego dnia, gdy żołnierze nas znaleźli, zamierzałam już zbierać się do snu, kiedy do mojego namiotu podkradł się Geraki. Zdążył zabrać medalion i uciec, lecz zdążyłam go zauważyć, po czym poleciałam w pościg. Ten podlotek chyba nie doszedł do wniosku, że po ciemku nie ma szans z taumaturgiem ognia, którzy może podświetlić sobie wszystko płomieniem. Oczywiście dorwałam go bardzo szybko. Wtedy jego oraz wielu kolegów z tego oddziału kazałam zakuć w kajdany, zaprowadzić z powrotem do Pyrkagii i wtrącić do lochu.
– Nieprawda – szepnął Geraki, po czym zacisnął dziób z wściekłości.
– Jaka jest zatem twoja wersja? – odezwała się Eufrazja zimno.
– Pani generał Zefiryna – brat wypowiedział te słowa z przekąsem – wezwała mnie do siebie, bo wiedziała, że mam ten medalion. Rzuciła ogniem w moją stronę i jak zobaczyła, że nic sobie z tego nie robię, kazała oddać naszyjnik, na co się nie zgodziłem. Z jakiej racji miałbym, skoro to coś, co dostałem w prezencie? Wtedy odebrała go siłą, z pomocą innych żołnierzy. Wtrącili do lochu nas wszystkich!
– Ten podlotek musiał współpracować z wrogiem, inaczej tak bardzo by mu na tym nie zależało – wtrąciła dowódczyni. – Do czego taki medalion miałby przydać się komuś, kto leci w pierwszym szeregu? Dowodzę wojskiem, dysponuję dużymi mocami taumaturgicznymi. Ze strategicznego punktu widzenia byłoby Kelaghowi na rękę, żeby zdjąć mnie w pierwszej kolejności. Nie dam go jakiemuś szeregowcowi, szczególnie takiemu, na którego wpłynęli krukowaci. A próba kradzieży to nic innego jak działanie na szkodę własnego kraju.
– Ja go nie ukradłem – wysyczał chłopak.
– Wierzę Gerakiemu – odezwała się nagle Anastazja.
Kaliksta spojrzała na nią z przerażeniem.
– Anastazjo, zachowuj się! – upomniała podopieczną.
– Nie będę dalej słuchała tych oszczerstw. – Dziewczyna zignorowała mentorkę. Może i pozwoliła się ponieść emocjom, ale w tej chwili jej to nie interesowało. – Rozmawiałam z Gerakim po tym, jak trafił do lochu. Nie wiem, jak dużo informacji Kaliksta przekazywała Waszym Wysokościom, lecz opowiedział mi o wszystkim: o medalionie i o tym, jak trafił do lochu. Sprawdziłam też jego wspomnienia, by mieć pewność, że Kelaghijczycy nie przejęli nad nim kontroli. Na tej podstawie wiem, że mówi prawdę. Jestem jego siostrą i mogę zapewnić, że nigdy nie zdradziłby kraju z własnej woli. Więc proszę, musicie wziąć pod uwagę jego wersję wydarzeń.
– Zaczekaj – wtrąciła Zefiryna. – Mówisz, że rozmawiałaś z Gerakim?
– Tak.
Dowódczyni westchnęła smutno.
– Cóż. Nie mam pewności, jak „sprawdzałaś” swojego brata, ale… możesz spisać go na straty. Okłamał cię. W tym momencie tylko szpieguje dla krukowatych, nieważne, jak będzie się tego wypierał. A jeśli to ty doprowadziłaś do tego, że jestem tutaj, a nie na froncie, powiem tyle: gdyby to ode mnie zależało, też byś wylądowała w lochu. Pomagasz krukowatym, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy.
– Kłamstwo. – Głos Anastazji zaczął się załamywać. – Gdybyś nie próbowała okraść Gerakiego, a potem jeszcze bezczelnie twierdzić, że to on jest winny, nigdy by do tego nie doszło.
– To jest wojna, dziewczyno. Tu nie ma miejsca na rozczulanie się nad podwładnymi.
– Wasze Wysokości, myślę, że wysłuchaliśmy wszystkich już wystarczająco – wtrąciła się Kaliksta. Jej głos delikatnie drżał. – Co postanawiacie?
– Eufrazjo, Tryfeno – odezwała się Amaranta. – Opuśćmy na chwilę salę, żeby się naradzić.
– Nie ma takiej potrzeby – odezwała się Eufrazja, wciąż kucając na oparciu tronu. – Straże. Brać Anastazję.
Nim dziewczyna zdążyła otrząsnąć się z szoku, dwóch gwardzistów chwyciło ją za ręce i skrzydła. Zauważyła, że Kalikstę obezwładnili ci, którzy pilnowali Gerakiego. Chłopak nie mógł otrząsnąć się z szoku.
– Anastazjo, kapłanko Feniks – rzekła uroczyście Pierwsza Matriarchini. – My, Matriarchinie Ellii, jesteśmy zmuszone, by wtrącić cię do lochu pod zarzutem spiskowania przeciwko krajowi.
– Nie! – wrzasnął Geraki.
– Ale dlaczego?! – wrzasnęła dziewczyna. – Mój brat jest niewinny!
– Zeznania generał Zefiryny wskazują na coś całkiem przeciwnego.
– Jak możecie jej wierzyć, nie sprawdzając, czy mówi prawdę?!
– Żołnierze zostaną skrupulatnie przepytani. Jeśli się okaże, że to wy macie rację, wypuścimy was. Wtedy i tylko wtedy. Nie ma mojej zgody na to, by zdrajcy poruszali się po Ellii swobodnie.
– Wasze Wysokości, nie róbcie tego! – krzyknęła Kaliksta. – Wtrąćcie do lochu mnie, jeśli taka będzie wola, lecz Anastazji nie wyrządzajcie krzywdy!
– Ty również będziesz musiała pozostać w lochu do czasu wyjaśnienia sprawy, droga Kaliksto.
– Nie zgadzam się! – odezwała się Amaranta. – Pragnęła tylko pomóc swojej podopiecznej. Wypuść ją!
– Przykro mi, jednak nie mogę nikogo faworyzować. Zabrać wszystkich.
– Nie możecie tego zrobić! – wrzeszczała Anastazja. – Nie macie prawa! Nieee!
Gdy tylko świątynia opustoszała po kolejnym nabożeństwie, Nikanora zabrała się za sprzątanie ambony. Później musiała jeszcze zgasić pochodnie i mogła już kończyć na dzisiaj. Raz za razem wzdychała głęboko.
Minęło kilka dni, odkąd Kaliksta z Anastazją przyjęły zaproszenie od Matriarchiń, i od tamtego czasu ślad po nich zaginął. Nie mogła się od nikogo dowiedzieć, co się dzieje – mieszkańcy nic nie wiedzieli, a żołnierze odmawiali wyjaśnień. Jeszcze to, co spotkało Gerakiego…
Taumaturg nie miała powodów do radości. Żadnych.
Kiedy skończyła gasić łuczywa i chciała opuścić świątynię, nagle usłyszała łopotanie skrzydeł. Spojrzała do góry.
Serce Nikanory zabiło mocniej. Wprost nie mogła w to uwierzyć.
– Anastazja!
Aveska kucała w oknie, po czym bez słowa wskoczyła do środka i wylądowała przed koleżanką. Była w fatalnym stanie – słaniała się na nogach, a pióra częściowo wypłowiały, w dodatku jakby część wyrwano. Patrzyła na Nikanorę nieobecnym wzrokiem.
– Kochana, kto ci to zrobił? – zapytała taumaturg, ale Anastazja tylko powoli pokręciła głową, milcząc. Domyślała się, że musieli ją torturować. – Wszystko w porządku?
– Nic nie jest w porządku. Geraki został stracony.
Spojrzała na koleżankę ze smutkiem.
– Czyli to prawda… Urzędnik wymieniał avesów, którzy mają zostać poddani egzekucji na arenie, i wspomniał o Gerakim.
– Byłaś tam?
– Nie. Nie mogłam zostawić świątyni.
Nie zwracając na nic uwagi, Anastazja oparła się o pierwszy lepszy słup i zsunęła na podłogę.
– Co dokładnie się stało? – zapytała Nikanora.
Koleżanka westchnęła.
– Zasługujesz, by wiedzieć. – Opowiedziała szczegółowo o audiencji u władczyń. Wspomniała, że sprawdzono, czy medalion rzeczywiście chroni przed wrogą taumaturgią, oraz że Zefiryna zarzuciła Gerakiemu współpracę z krukowatymi. – Dokładnie przepytano żołnierzy, którzy przylecieli do miasta wraz z panią generał. Wszyscy potwierdzili jej wersję. Medalion zabrały Matriarchinie, a mnie potraktowano, jakbym była niespełna rozumu. Skazano Gerakiego, a tę całą Zefirynę puszczono wolno na wojnę, rozumiesz?
Taumaturg milczała. Nie była pewna, co sądzić.
– Wybacz, Anastazjo, ale muszę cię sprawdzić. Dokąd miałyśmy się udać tego dnia, kiedy zobaczyłyśmy schwytanego Gerakiego?
Koleżanka niemrawo pokiwała głową, po czym odparła grobowym tonem:
– Byłyśmy na targu.
– Bardzo dobrze. A po drodze chciałaś, żebyśmy zahaczyły o jedno miejsce. Jakie?
– To… arena. Bo mówiłam, że Geraki lubił tam przylatywać.
Nikanora odetchnęła z ulgą.
– Dziękuję. Gdzie w ogóle jest Kaliksta?
– W lochu. Mnie też chciano skazać, lecz błagała Matriarchinie, by to ją wzięły. I… tak się stało. Uznano, że Geraki próbował mną manipulować, ale nie byłam świadoma tego, co się dzieje. Zostałam wypuszczona. Tyle że teraz jestem pod ścisłym nadzorem strażników, w dodatku mam zakaz odprawiania nabożeństw. – Im dłużej Anastazja mówiła, tym bardziej głos się załamywał. To wszystko sprawiało jej duży ból.
– Moja droga. – Nikanora ukucnęła przy koleżance. – Nie chcę udawać, że rozumiem, ile przeżyłaś. To były… długie dni. Chodźmy już. Na pewno jutro będzie lepiej…
– Nie będzie lepiej! – wrzasnęła Anastazja ze łzami w oczach. – Czy naprawdę to do ciebie nie dociera? Wszystko stracone! Nic nie mogłam zrobić, by go uratować. Nawet Kaliksta… A to wszystko… przeze mnie…
Nikanora objęła czule przyjaciółkę. Pozwoliła, by wypłakała się na jej ramieniu.
– Robiliście wszystko, żebym miała lepiej – rzekła Anastazja po chwili, jeszcze w spazmach. – Geraki, Kaliksta… nawet ty. Nic ode mnie nie zależy. Jestem nikim…
Taumaturg odtrąciła koleżankę. Spojrzała na nią z wyrzutem.
– Nieprawda – odparła stanowczo. – Dziewczyno, ogarnij się. Wyręczaliśmy cię we wszystkim? A kto się uczył tyle czasu, by dobrze służyć Feniks? Wielu avesów może ci zazdrościć wiedzy!
– Nie byłam w stanie uwolnić Gerakiego…
– Co z tego? Rozumiem, mnie też jest smutno… ale na pewne sprawy nie mamy wpływu, choćbyśmy bardzo chcieli, żeby było inaczej. Daj sobie trochę czasu, odpocznij. Naprawdę, sama pociągnę nabożeństwa jakiś czas.
– Ale… ale…
Nikanora usłyszała łopotanie kolejnych skrzydeł. Do środka wkroczyli trzej avesowie – sądząc po skórzanych zbrojach, żołnierze. Czy może raczej strażnicy.
Kiedy tylko wylądowali przed kapłankami, jeden z nich zaczął:
– Szukamy Anastazji. Podobno służy w tej świątyni.
– Czego chcecie? – zapytała Nikanora, tłumiąc w sobie złość.
– Jesteśmy tutaj z rozkazu Drugiej Matriarchini, Amaranty.
– To ja – rzekła Anastazja, wstając. – Nie dość już wycierpiałam?
– Nie przybyliśmy tu po to, żeby was zabierać – odparł zbrojny. – Amaranta prosiła, abyśmy przekazali wiadomość. Doskonale wie, co się dzieje, i sama pragnie skończyć z rządami terroru.
Nikanora otworzyła dziób z zaskoczenia.
– Do czego miałabym być potrzebna? – zapytała koleżanka bez entuzjazmu. – Jestem pod nadzorem waszych strażników i nie mogę głosić kazań. Nie uczyłam się walczyć. Nie przydam się wam w żaden sposób.
– Druga Matriarchini nie oczekuje, żebyś robiła cokolwiek – odrzekł żołnierz. – To, co uczyni w kwestii reszty władczyń, pozostaje tylko w jej gestii. Chciała jedynie przekazać, że tak długo jak żyje, znajdujesz się pod naszą ochroną. Jeśli tylko gwardziści Eufrazji i Tryfeny ośmielą się zaatakować, będą mieli z nami do czynienia.
Kapłanki przetrawiały to, czego się dowiedziały. Z jednej strony wyglądało na to, że faktycznie Matriarchini chce pomóc. Z drugiej, Nikanora nie czuła się przekonana.
– Jaką mamy gwarancję, że nie rzucicie się na nas, gdy uznacie to za wygodne?
Zbrojny wyjął przytroczony do pasa pergamin i przekazał Anastazji. Powoli go rozwinęła, po czym zaczęła czytać. Z każdą chwilą coraz bardziej wytrzeszczała oczy.
– Co tam jest napisane? – zapytała taumaturg.
– Amaranta oficjalnie zdejmuje ze mnie nadzór – odparła tamta. – I mam pełną swobodę w organizacji obrzędów feniksjańskich.
– Dokładnie tak – odezwał się żołnierz. – Jak mówiłem, od naszej pani macie pełne wsparcie. Co postanowicie z tym zrobić, to jest już po waszej stronie.
– W porządku – rzekła Anastazja. – A co z Kalikstą?
– Nadal jest przetrzymywana w lochu, ale pracujemy nad tym, żeby ją uwolnić.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
– Przekażcie władczyni, proszę, że jesteśmy jej wdzięczne.
– Tak zrobimy. Jeśli będziecie czegoś potrzebowały, szukajcie nas w pobliżu.
Zbrojni rozłożyli skrzydła, po czym opuścili świątynię w taki sam sposób, jak weszli.
– Anastazjo… wiesz, co to oznacza? – rzekła Nikanora uradowana.
– Tak – odparła tamta smutno. – Tylko że znowu to jest coś, co zawdzięczam innym, a nie sobie…
Taumaturg przewróciła oczami.
– Czy mogę ci coś doradzić?
– Oczywiście.
Podeszła do koleżanki i powiedziała, patrząc jej prosto w oczy:
– Nie myśl o tym, na co nie masz wpływu. Nigdy.
Anastazja powoli kiwnęła głową.
– Nikanoro?
– Słucham cię.
– Myślę, że mam pewien pomysł. Potrzebuję… trzech dni. Do tego czasu poradzisz sobie beze mnie?
Przyjaciółka nie zastanawiała się długo nad odpowiedzią:
– Nawet dłużej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
– Tylko trzy dni, Nikanoro. Nie więcej.
Kolejni avesowie zlatywali się i siadali w klęku na poduszkach. Anastazja stała za amboną, przyglądając się temu wszystkiemu. Choć po boku na żerdzi klękała Nikanora, zżerał ją stres. Mimo że jeszcze przed audiencją u Matriarchiń prowadziła nabożeństwa, zajmowała się tym dopiero od niedawna i nadal brakowało jej pewności siebie. W dodatku biorąc pod uwagę to, o czym zamierzała głosić kazanie…
Czuła jednak, że musi o tym powiedzieć. Tych modłów nikt nie zapomni.
Gdy wierni zajęli miejsca, Anastazja donośnym głosem przerwała gwar:
– Niechaj dobrotliwa Feniks płonie nad nami!
– I tak po wieki wieków – odrzekli avesowie unisono.
Młoda kapłanka powiodła wzrokiem po zgromadzonych. Po chwili zaczęła:
– Jak wiecie, nasza Pani nakazuje, byśmy okazywali szacunek dla cudzego życia. Z pewnością jest to trudne w dzisiejszych czasach, gdy mamy wojnę; gdy nie wiemy, czy członek naszej rodziny lub przyjaciel tak naprawdę nie wspiera wroga… Owszem, wszyscy jesteśmy zmęczeni. Mamy ochotę zapomnieć o tym, w jakich okolicznościach przyszło nam żyć. To sprawia, że usypiamy naszą czujność. Z pewnością nieraz myślimy, że może i gdzieś dalej to jest problem, ale „nas to nie dotknie”. Trudno, żebyśmy posądzali własnych bliskich o współpracę z Kelaghiem.
– To jedna skrajność – ciągnęła Anastazja. – Jednakże istnieje też druga: ta, w której zapominamy, czego uczy nas Feniks. Dzieje się tak, kiedy ostracyzujemy pobratymców wyłącznie za podejrzenia, że mogą sprzyjać krukowatym. Kiedy z tytułu tych samych podejrzeń skazujemy ich na śmierć, nawet jeśli udowodnią, że chcą czynić dla Ellii dobrze. Kiedy decydujemy się na takie środki nie ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców, lecz dlatego, że pragniemy utrzymać własne stanowiska. Utrzymać się przy władzy.
Dziewczyna przerwała. Tak jak uczyła ją Kaliksta, dała słuchaczom przestrzeń, by przemyśleli jej słowa. Wykorzystała tę chwilę, by przyjrzeć się Nikanorze. Koleżanka patrzyła na nią z uznaniem.
Anastazja kontynuowała zachęcona:
– Z pewnością znacie osoby, które dotknął ten terror. To, co robią urzędnicy, dowódcy… To wszystko odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem Matriarchiń. Zwłaszcza Pierwszej, Eufrazji. Jej nie obchodzą nauki Feniks. W czasach, w których potrzebujemy jak najwięcej avesów, pcha nas ku zagładzie. Choć prawdą jest, że musimy na siebie uważać, my jako wierni wyznawcy pamiętajmy, co przekazuje dogmat naszej wiary. Marzę o tym, by obecna Ellia umarła. By się odrodziła, z moralnym społeczeństwem, które opracuje nowe metody, nieprowadzące do jego bezsensownego przetrzebiania.
Kapłanka czuła się już tak pewnie jak nigdy wcześniej, jakby Feniks we własnej osobie ją namaściła, by wypowiedziała te słowa.
– Terror mógł dotknąć waszych bliskich, a wkrótce ofiarą możecie paść także wy sami. Dlatego wzywam was, byście podjęli działania! Okazujcie niezadowolenie. Pokażcie, że można, a nawet należy rządzić inaczej. Matriarchinie nie są naszymi właścicielkami, mają nas tylko reprezentować. Jeśli nie czynią tego należycie, rządzić muszą te aveski, które zadbają o lud. Zwyciężymy w tej wojnie, lecz tylko wtedy, gdy się zjednoczymy.
– I co by się nie stało, zapamiętajmy: to, co umiera, zawsze się odradza. Tak rzecze Feniks. Powstańmy.
Wierni postąpili zgodnie z poleceniem i zaczęli odmawiać modły do bogini, a wraz z nimi – kapłanki.
To był dobry początek. Do tej pory Anastazja trzymała się na uboczu i zajmowała swoją działką, pozwalając, by inni robili wszystko za nią. Może słusznie, gdyż sama nie udźwignęłaby tak ogromnej odpowiedzialności. Nie czuła jednak, że cokolwiek wynika z jej zasług.
Nie zamierzała nigdzie uciekać. Gdyby postąpiła inaczej, to poświęcenie Gerakiego, Kaliksty, a nawet Nikanory poszłoby na marne. Nie było już odwrotu. Nie spocznie, dopóki kraj nie doczeka się zmian.
Kolejne jej kazania podburzały lud przeciwko Matriarchiniom. Choć strażnicy jak najbardziej interesowali się młodą kapłanką, a nawet próbowali ją pojmać pomimo oficjalnego pisma, zbrojni z ramienia Amaranty szybko rozprawiali się z intruzami.
Z czasem do świątyni wróciła Kaliksta. Anastazja cieszyła się, że żołnierze zdołali ją uwolnić, a sama mentorka – że podopieczna była cała i zdrowa.
Kiedy dziewczyna przelatywała przez miasto, widziała efekty swoich działań. Mieszkańcy protestowali, żądając odsunięcia Matriarchiń od władzy. Żołnierze próbowali się z nimi rozprawiać, lecz w takich sytuacjach również zawsze wkraczali gwardziści Amaranty. Dochodziło nawet do zamieszek. W końcu Kaliksta dowiedziała się z pierwszej ręki, że w pałacu zdarzył się zamach stanu, w wyniku którego wyłączną władzę przejęła Druga Matriarchini. Świadoma wszelkich błędów popełnionych przez poprzedniczkę, musiała uczynić wszystko, by lud ponownie zaufał władczyni.
Młoda kapłanka nie brała udziału w żadnych konfliktach. Czuła się dobrze tam, gdzie była. Wpływała na wydarzenia w sposób, do którego przyuczano ją od dawna: zza ambony, wykorzystując nabytą wiedzę. Znalazła swoje powołanie.
Tamta strachliwa Anastazja przestała istnieć. Odrodziła się nowa, gotowa na wszystko.
Miłej lektury!
Spis treści
Ilustracja
Pierwsza połowa opowiadania
Druga połowa opowiadaniaGwardziści stojący przy wejściu okiennym do pałacu znali Kalikstę, dlatego bez problemu zgodzili się, aby ją i Anastazję wpuścić do środka.
Gdy kapłanki leciały prowadzone przez jednego ze strażników, młoda feniksjanka z podziwem rozglądała się wokół. Pierwszy raz w życiu udawała się na audiencję u Matriarchiń, więc nigdy wcześniej nie widziała czegoś tak wspaniałego jak wnętrze ich rezydencji. Szkarłatny sufit znajdował się bardzo wysoko, a korytarza nie podzielono na piętra, przez co budowla sprawiała wrażenie ogromnej, jakby było się w świątyni. Złote ściany zdobiły liczne tapiserie wyobrażające różne sceny: wzlatującą Feniks, unoszących się avesów, który zanoszą swej bogini modły, czy portrety wcześniejszych władczyń. W krawędziach tychże ścian utworzono wnęki, które biegły od połowy ścian aż ku sufitowi, a na powstałych w ten sposób powierzchniach stały duże dzbany z okazałą roślinnością.
– Anastazjo. Anastazjo. Anastazjo!
Młoda kapłanka natychmiast się otrząsnęła, gdy Kaliksta zawołała ostrzej.
– Co? Bardzo przepraszam.
– Musisz się skupić. Pamiętaj: kiedy staniesz przed Matriarchiniami, nie odzywaj się niepytana. Będę przemawiała w naszym imieniu. Rozumiemy się?
– Oczywiście.
W dniu, w którym Anastazja opowiedziała Nikanorze o rozmowie z Gerakim, Kaliksta wróciła do świątyni dopiero wieczorem. Obwieściła, że chłopak nie zostanie stracony, aż nie zapadnie obowiązujący wyrok. Żeby to się stało, należało sprowadzić z powrotem generał Zefirynę, by złożyła zeznania. Starsza duchowna przekonała Amarantę, aby Matriarchinie wydały rozkaz, do którego należało dostosować się niezwłocznie, niezależnie od tego, jaka panowała sytuacja na froncie. Jeżeli dowódczyni faktycznie posiadała medalion, miała zabrać go ze sobą.
Anastazja – czując mieszaninę podniecenia i strachu – z niecierpliwością czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Aż kilka dni później do świątyni przybył posłaniec, który zaprosił ją oraz Kalikstę do pałacu Matriarchiń. Zdradził przy tym, że generał pojawiła się w mieście. Dziewczyna nie posiadała się z radości.
Lecąc korytarzem, niebawem ujrzały masywne, szkarłatne drzwi ze wzorem układającym się w wielkiego ptaka. Przy nich na żerdziach klękało dwóch kolejnych avesów.
– Musicie lądować – rzekł gwardzista, który towarzyszył kapłankom. – Porozmawiam z nimi i poproszę, żeby wpuścili was do sali audiencyjnej.
– Dobrze – odrzekła Kaliksta.
Postąpiły zgodnie z prośbą. Mężczyzna stanął na jednej z żerdzi i Anastazja słyszała wyraźnie, jak mówi, że starsza kapłanka Feniks przybyła tu wraz z uczennicą, aby złożyć Matriarchiniom wizytę. Jeden z gwardzistów wówczas bez słowa otworzył drzwi – zadziwiająco łatwo, zważywszy na ich rozmiar – i udał się do środka. Gdy wrócił po chwili, rzekł:
– Matriarchinie was przyjmą. Możecie wejść.
– Dziękujemy – odparła Kaliksta, po czym otworzyła drzwi na oścież.
Anastazję nagle zaczął zjadać strach, nie rozumiała dlaczego.
Jeszcze nim weszły do środka, pod sufitem sali audiencyjnej na przeciwległej ścianie ujrzały mieniący się przepiękny, złoto-pomarańczowy witraż, przedstawiający Feniks z szeroko rozpostartymi skrzydłami i otwartym dziobem. Widok był tym bardziej ujmujący, iż z widocznych na pozostałych ścianach okien wylewało się światło, które odbijało się na tymże wizerunku. Młoda kapłanka przypatrywała się temu arcydziełu zauroczona, a po chwili spojrzała przed siebie. Pod witrażem, wysoko nad podłogą, stały obok siebie trzy trony. Na wielkim, błękitnym, zasiadała postawna aveska o czerwonym upierzeniu, podobnym do bogini. Z dwóch po bokach, szkarłatnych, spoglądały pozostałe władczynie, już w typowej szacie sokołowatych. Pod nimi znajdowało się splecione z gałązek podłoże, wystające z przeciwległej ściany. Zadziwiało ono Anastazję o tyle, że choć obejmowało niewielki obszar, wyglądało tak, jakby ani myślało się zapaść.
Pośrodku przez całą szerokość sali biegła gruba żerdź, na której obie z Kalikstą usiadły.
– Bądźcie pozdrowione, Wasze Wysokości – zaczęła mentorka. – Jesteśmy niezmiernie wdzięczne, że nas przyjęłyście.
– Cała przyjemność po naszej stronie, Kaliksto – odparła uroczyście Pierwsza Matriarchini, Eufrazja. – Jak mniemam, to jest twoja uczennica?
– Jak najbardziej. Oto Anastazja, siostra Gerakiego.
Dziewczyna skłoniła się, jednak przez nerwy uczyniła to niedbale. Tak jak jej poradzono, nie odzywała się niepytana.
– W porządku – rzekła władczyni, gładząc się po żuchwie. – Lada moment powinni przybyć pozostali.
– Wasze Wysokości – powiedział nagle gwardzista, który zamknął za sobą drzwi do sali. – Przylecieli strażnicy. Przyprowadzili Gerakiego.
Anastazja znieruchomiała. „Naprawdę?”.
– To są spodziewani goście – odrzekła Pierwsza Matriarchini. – Wpuśćcie ich.
– Rozkaz.
Gwardziści otworzyli drzwi. Do środka wlecieli dwaj strażnicy – podobni do tych, których kapłanka widziała w lochu – a wraz z nimi Geraki. Jego ręce wciąż były skrępowane kajdanami, a skrzydła – łańcuchami.
– Geraki! – wyrwało się Anastazji.
– Ana? – odparł chłopak zdziwiony, ale szybko w jego oczach pojawiła się iskra radości. Kapłanka dostrzegła na ciele więcej zakrwawionych miejsc z gołą skórą, a pióra już częściowo zdążyły wypłowieć.
– Oczekujemy jeszcze jednej osoby, więc zajmijcie miejsce – odezwała się Druga Matriarchini, Amaranta.
Strażnicy zaprowadzili Gerakiego do żerdzi zgodnie z poleceniem.
W tym momencie gwardzista orzekł, że wejścia domaga się kolejny aves. Generał Zefiryna.
Przekroczyła próg. Wyglądała tak, jak mogłaby się spodziewać Anastazja – dumna, z upierzeniem w barwach bardziej praktycznych aniżeli pięknych. Ubrała się w tunikę ze złotymi zdobieniami, sięgającą połowy ud, a przy pasie wisiała pochwa z mieczem. Nosiła także naszyjnik z medalionem. Tym samym, który pokazywał Geraki.
Generał zajęła miejsce na żerdzi i rzekła:
– Przybyłam na wezwanie, Wasze Wysokości. Czegóż ode mnie oczekujecie?
– Zebrałyśmy was tutaj – odezwała się Eufrazja – ponieważ ostatnio miały miejsce wydarzenia, które oceniłyśmy jako będące wagi państwowej. Postanowiłyśmy, że tą sprawą zajmiemy się osobiście. Generał Zefiryno, zostały wobec ciebie postawione bardzo poważne zarzuty. Ponoć zabrałaś temu tu żołnierzowi medalion, który rzekomo wspomagał go na wojnie z Kelaghiem, i nakazałaś aresztowanie za współpracę z wrogiem, choć nie istnieją ku temu żadne podstawy. Co masz na swoją obronę?
Zefiryna nawet przez chwilę nie rezygnowała z dumnej postawy.
– Wasza Wysokość, mogę potwierdzić to, co zostało powiedziane na temat mocy medalionu. Nie wiem, gdzie tak naprawdę się uchował… ale bezsporne jest, że chroni przed wrogą taumaturgią. Mogę to udowodnić.
– Istotnie taki medalion kiedyś istniał – rzekła Trzecia Matriarchini, Tryfena. – Lecz za rządów poprzednich Matriarchiń uznano go za zaginiony. Jak to możliwe, że nim dysponujesz?
– Tak jak mówiłam, nie mam pojęcia. Zawsze jednak…
– Bo należał do mnie – przerwał Geraki ze złością. – Dostałem go w prezencie od dziadka stryjecznego, a pani generał przywłaszczyła…
– Masz odzywać się tylko pytany przez miłościwie nam panujące! – skarcił chłopaka jeden ze strażników, uderzając łokciem w skrzydło. Anastazja czuła się wzburzona, ale zdawała sobie sprawę, że gdyby się wtrąciła, mogłaby tylko pogorszyć sprawę.
– A więc potwierdzasz, chłopcze, że byłeś właścicielem medalionu, zgadza się? – rzekła Eufrazja z namysłem. – Chciałabym zatem, byś to ty udowodnił, czy pogłoski na temat tych magicznych właściwości są prawdziwe.
– Skoro taka wasza wola, o pani… – odrzekł Geraki.
– Straże. Podlećcie z nim tutaj.
Avesowie posłusznie wypełnili rozkaz. Chłopak czuł się niekomfortowo, ale wykazywał się zadziwiającym spokojem. Anastazja jego emocji nie podzielała – chciała krzyczeć.
– Wasza Wysokość, proszę to jeszcze przemyśleć – powiedziała Kaliksta. – Czy musimy wypróbowywać moc medalionu na jednym z żołnierzy? Każdy jest tutaj ważny.
„Bardzo się cieszę, że ktoś to powiedział” – pomyślała Anastazja. „Szacunek dla cudzego życia? Czy władczynie słyszały o czymś takim? Jak to się stało, że to one są najwyższymi kapłankami Feniks?”.
– W takim razie na kim, jeśli nie na nim? – odparła Pierwsza Matriarchini.
– Wasze Wysokości… Jeśli takie będzie wasze życzenie, zgodzę się, aby zdjąć z Gerakiego to brzemię.
– To szlachetne, lecz odmawiam. Jeśli pogłoski o mocy naszyjnika okażą się kłamstwem, wolę poświęcić szeregowego mężczyznę. Poza tym, poniesie karę za to, że ukrył przed nami coś, co może być drogocenne.
Ostatnie zdanie wydało się Anastazji absurdalne. Gdyby medalion okazał się nie mieć żadnych mocy, brat by odpowiadał za to, że nie pokazał władczyniom… czegoś bezwartościowego?
– Zefiryno, przekaż Gerakiemu medalion – poprosiła Eufrazja.
– Tak jest – odrzekła generał, po czym podleciała do niego i założyła naszyjnik na chłopaku. Ten stał niewzruszony, choć patrzył na dowódczynię tak, jakby pragnął ją zamordować.
Generał wzbiła się w powietrze do tyłu, po czym wystawiła dłoń. Utworzyła płomień, który się powiększał, aż osiągnął rozmiary kuli lekkoatletycznej.
Od tej chwili zależało wszystko. Już nawet nie chodziło o to, że to na Gerakim spoczął obowiązek udowodnienia mocy medalionu. Anastazja zdawała sobie sprawę, że takie traktowanie własnego pobratymca jest karygodne, lecz musiała ufać, że brat nie bez powodu zachowuje spokój. Poza tym, zależało jej, by wiedzieć. Teraz albo nigdy.
Zefiryna rzuciła ogniem w stronę Gerakiego. Trafiła bezbłędnie. Przy jego ciele jednak płomień zniknął bez śladu.
Utworzyła kolejną kulę i rzuciła nią jeszcze raz. Ta przy chłopaku również zniknęła, nie zostawiając żadnych oparzeń. To samo z następną. Geraki patrzył na to wszystko obojętnie, a w Anastazji podniecenie już tylko narastało.
Brat był niewinny.
– Zefiryno, możesz zabrać medalion – rzekła Pierwsza Matriarchini.
Choć dało się zauważyć, że Geraki pragnął powiedzieć coś nieprzyjemnego, musiał oddać generał naszyjnik, gdy podleciała bliżej.
– Wasze Wysokości, jaki jest wyrok w sprawie Gerakiego? – zapytała Kaliksta. – Udowodniono, że chłopak posiadał ów medalion w trakcie wojny i nikt z Kelaghu nie mógł w żaden sposób wpłynąć na jego umysł.
Anastazja musiała powstrzymywać się od łez. Wprost nie potrafiła uwierzyć we własne szczęście i w to, że wszystko dobrze się skończy. Brat przeżyje i w końcu będą mogli spędzić ze sobą więcej czasu, pierwszy raz od chwili, gdy wyruszył na wojnę.
„To zbyt piękne, żeby było prawdziwe!”.
– Jeszcze jest za wcześnie na wnioski. – Eufrazja wzbiła się w powietrze i ukucnęła na szczycie oparcia tronu. – Generał Zefiryno. Powiedz… jak to się stało, że weszłaś w posiadanie medalionu?
Kiedy wszyscy zajęli miejsce z powrotem, dowódczyni zaczęła:
– Medalion cały czas należał do mnie. A ten podlotek chciał go ukraść.
Anastazji gula skoczyła do gardła.
– Co?! – krzyknął Geraki. – To kłamstwo!
– Zamiast rzucać oszczerstwami, lepiej byś powiedział, co robią krukowaci, którym obiecałeś przekazanie naszyjnika – odparła generał z pełnym przekonaniem.
– Zefiryno – wtrąciła się Eufrazja. – Raczysz wyjaśnić, o co chodzi?
– Ja też sądziłam, że taki przedmiot nigdy nie istniał. Któregoś dnia znalazłam go ukrytego w jaskini niedaleko morza i sądziłam, że to zwykła błyskotka. Gdy jednak uświadomiłam sobie, że istnieje legenda o przedmiocie chroniącym przed wrogą taumaturgią, postanowiłam sprawdzić, ile w niej prawdy. Rzeczywiście, własnym ogniem nie mogłam się sparzyć. Tych żołnierzy, którzy też potrafili nim manipulować, poprosiłam, żeby mnie zaatakowali, i wydarzyło się to samo. Wtedy zrozumiałam, jak wspaniałe narzędzie wpadło w moje ręce.
– Magiczny medalion ukryty nie wiadomo gdzie?! – oburzył się Geraki. – Czy ty słyszysz sama siebie? Nie możecie w to uwierzyć!
– Albo się uspokoisz, albo zabieramy cię z powrotem do lochu – warknął jeden ze strażników.
Anastazja nie mogła winić brata – w niej też się gotowało. Co by się jednak nie działo, zamierzała wysłuchać generał do końca.
– Oczywiście nie minęło wiele czasu, a pozostali żołnierze dowiadywali się o tym, co odkryłam – ciągnęła dowódczyni. – Szczególnie łasy na tę błyskotkę był Geraki. Najchętniej się jej przypatrywał, jakby zamierzał coś z tym dalej zrobić. Z pewnością Wasze Wysokości pamiętają raport mojego posłańca na temat oddziału, który najpierw zaginął, potem miał utarczkę z Kelaghijczykami, a na koniec cudownie się odnalazł.
– Tak było – odrzekła Amaranta.
– W nocy tego samego dnia, gdy żołnierze nas znaleźli, zamierzałam już zbierać się do snu, kiedy do mojego namiotu podkradł się Geraki. Zdążył zabrać medalion i uciec, lecz zdążyłam go zauważyć, po czym poleciałam w pościg. Ten podlotek chyba nie doszedł do wniosku, że po ciemku nie ma szans z taumaturgiem ognia, którzy może podświetlić sobie wszystko płomieniem. Oczywiście dorwałam go bardzo szybko. Wtedy jego oraz wielu kolegów z tego oddziału kazałam zakuć w kajdany, zaprowadzić z powrotem do Pyrkagii i wtrącić do lochu.
– Nieprawda – szepnął Geraki, po czym zacisnął dziób z wściekłości.
– Jaka jest zatem twoja wersja? – odezwała się Eufrazja zimno.
– Pani generał Zefiryna – brat wypowiedział te słowa z przekąsem – wezwała mnie do siebie, bo wiedziała, że mam ten medalion. Rzuciła ogniem w moją stronę i jak zobaczyła, że nic sobie z tego nie robię, kazała oddać naszyjnik, na co się nie zgodziłem. Z jakiej racji miałbym, skoro to coś, co dostałem w prezencie? Wtedy odebrała go siłą, z pomocą innych żołnierzy. Wtrącili do lochu nas wszystkich!
– Ten podlotek musiał współpracować z wrogiem, inaczej tak bardzo by mu na tym nie zależało – wtrąciła dowódczyni. – Do czego taki medalion miałby przydać się komuś, kto leci w pierwszym szeregu? Dowodzę wojskiem, dysponuję dużymi mocami taumaturgicznymi. Ze strategicznego punktu widzenia byłoby Kelaghowi na rękę, żeby zdjąć mnie w pierwszej kolejności. Nie dam go jakiemuś szeregowcowi, szczególnie takiemu, na którego wpłynęli krukowaci. A próba kradzieży to nic innego jak działanie na szkodę własnego kraju.
– Ja go nie ukradłem – wysyczał chłopak.
– Wierzę Gerakiemu – odezwała się nagle Anastazja.
Kaliksta spojrzała na nią z przerażeniem.
– Anastazjo, zachowuj się! – upomniała podopieczną.
– Nie będę dalej słuchała tych oszczerstw. – Dziewczyna zignorowała mentorkę. Może i pozwoliła się ponieść emocjom, ale w tej chwili jej to nie interesowało. – Rozmawiałam z Gerakim po tym, jak trafił do lochu. Nie wiem, jak dużo informacji Kaliksta przekazywała Waszym Wysokościom, lecz opowiedział mi o wszystkim: o medalionie i o tym, jak trafił do lochu. Sprawdziłam też jego wspomnienia, by mieć pewność, że Kelaghijczycy nie przejęli nad nim kontroli. Na tej podstawie wiem, że mówi prawdę. Jestem jego siostrą i mogę zapewnić, że nigdy nie zdradziłby kraju z własnej woli. Więc proszę, musicie wziąć pod uwagę jego wersję wydarzeń.
– Zaczekaj – wtrąciła Zefiryna. – Mówisz, że rozmawiałaś z Gerakim?
– Tak.
Dowódczyni westchnęła smutno.
– Cóż. Nie mam pewności, jak „sprawdzałaś” swojego brata, ale… możesz spisać go na straty. Okłamał cię. W tym momencie tylko szpieguje dla krukowatych, nieważne, jak będzie się tego wypierał. A jeśli to ty doprowadziłaś do tego, że jestem tutaj, a nie na froncie, powiem tyle: gdyby to ode mnie zależało, też byś wylądowała w lochu. Pomagasz krukowatym, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy.
– Kłamstwo. – Głos Anastazji zaczął się załamywać. – Gdybyś nie próbowała okraść Gerakiego, a potem jeszcze bezczelnie twierdzić, że to on jest winny, nigdy by do tego nie doszło.
– To jest wojna, dziewczyno. Tu nie ma miejsca na rozczulanie się nad podwładnymi.
– Wasze Wysokości, myślę, że wysłuchaliśmy wszystkich już wystarczająco – wtrąciła się Kaliksta. Jej głos delikatnie drżał. – Co postanawiacie?
– Eufrazjo, Tryfeno – odezwała się Amaranta. – Opuśćmy na chwilę salę, żeby się naradzić.
– Nie ma takiej potrzeby – odezwała się Eufrazja, wciąż kucając na oparciu tronu. – Straże. Brać Anastazję.
Nim dziewczyna zdążyła otrząsnąć się z szoku, dwóch gwardzistów chwyciło ją za ręce i skrzydła. Zauważyła, że Kalikstę obezwładnili ci, którzy pilnowali Gerakiego. Chłopak nie mógł otrząsnąć się z szoku.
– Anastazjo, kapłanko Feniks – rzekła uroczyście Pierwsza Matriarchini. – My, Matriarchinie Ellii, jesteśmy zmuszone, by wtrącić cię do lochu pod zarzutem spiskowania przeciwko krajowi.
– Nie! – wrzasnął Geraki.
– Ale dlaczego?! – wrzasnęła dziewczyna. – Mój brat jest niewinny!
– Zeznania generał Zefiryny wskazują na coś całkiem przeciwnego.
– Jak możecie jej wierzyć, nie sprawdzając, czy mówi prawdę?!
– Żołnierze zostaną skrupulatnie przepytani. Jeśli się okaże, że to wy macie rację, wypuścimy was. Wtedy i tylko wtedy. Nie ma mojej zgody na to, by zdrajcy poruszali się po Ellii swobodnie.
– Wasze Wysokości, nie róbcie tego! – krzyknęła Kaliksta. – Wtrąćcie do lochu mnie, jeśli taka będzie wola, lecz Anastazji nie wyrządzajcie krzywdy!
– Ty również będziesz musiała pozostać w lochu do czasu wyjaśnienia sprawy, droga Kaliksto.
– Nie zgadzam się! – odezwała się Amaranta. – Pragnęła tylko pomóc swojej podopiecznej. Wypuść ją!
– Przykro mi, jednak nie mogę nikogo faworyzować. Zabrać wszystkich.
– Nie możecie tego zrobić! – wrzeszczała Anastazja. – Nie macie prawa! Nieee!
* * *Gdy tylko świątynia opustoszała po kolejnym nabożeństwie, Nikanora zabrała się za sprzątanie ambony. Później musiała jeszcze zgasić pochodnie i mogła już kończyć na dzisiaj. Raz za razem wzdychała głęboko.
Minęło kilka dni, odkąd Kaliksta z Anastazją przyjęły zaproszenie od Matriarchiń, i od tamtego czasu ślad po nich zaginął. Nie mogła się od nikogo dowiedzieć, co się dzieje – mieszkańcy nic nie wiedzieli, a żołnierze odmawiali wyjaśnień. Jeszcze to, co spotkało Gerakiego…
Taumaturg nie miała powodów do radości. Żadnych.
Kiedy skończyła gasić łuczywa i chciała opuścić świątynię, nagle usłyszała łopotanie skrzydeł. Spojrzała do góry.
Serce Nikanory zabiło mocniej. Wprost nie mogła w to uwierzyć.
– Anastazja!
Aveska kucała w oknie, po czym bez słowa wskoczyła do środka i wylądowała przed koleżanką. Była w fatalnym stanie – słaniała się na nogach, a pióra częściowo wypłowiały, w dodatku jakby część wyrwano. Patrzyła na Nikanorę nieobecnym wzrokiem.
– Kochana, kto ci to zrobił? – zapytała taumaturg, ale Anastazja tylko powoli pokręciła głową, milcząc. Domyślała się, że musieli ją torturować. – Wszystko w porządku?
– Nic nie jest w porządku. Geraki został stracony.
Spojrzała na koleżankę ze smutkiem.
– Czyli to prawda… Urzędnik wymieniał avesów, którzy mają zostać poddani egzekucji na arenie, i wspomniał o Gerakim.
– Byłaś tam?
– Nie. Nie mogłam zostawić świątyni.
Nie zwracając na nic uwagi, Anastazja oparła się o pierwszy lepszy słup i zsunęła na podłogę.
– Co dokładnie się stało? – zapytała Nikanora.
Koleżanka westchnęła.
– Zasługujesz, by wiedzieć. – Opowiedziała szczegółowo o audiencji u władczyń. Wspomniała, że sprawdzono, czy medalion rzeczywiście chroni przed wrogą taumaturgią, oraz że Zefiryna zarzuciła Gerakiemu współpracę z krukowatymi. – Dokładnie przepytano żołnierzy, którzy przylecieli do miasta wraz z panią generał. Wszyscy potwierdzili jej wersję. Medalion zabrały Matriarchinie, a mnie potraktowano, jakbym była niespełna rozumu. Skazano Gerakiego, a tę całą Zefirynę puszczono wolno na wojnę, rozumiesz?
Taumaturg milczała. Nie była pewna, co sądzić.
– Wybacz, Anastazjo, ale muszę cię sprawdzić. Dokąd miałyśmy się udać tego dnia, kiedy zobaczyłyśmy schwytanego Gerakiego?
Koleżanka niemrawo pokiwała głową, po czym odparła grobowym tonem:
– Byłyśmy na targu.
– Bardzo dobrze. A po drodze chciałaś, żebyśmy zahaczyły o jedno miejsce. Jakie?
– To… arena. Bo mówiłam, że Geraki lubił tam przylatywać.
Nikanora odetchnęła z ulgą.
– Dziękuję. Gdzie w ogóle jest Kaliksta?
– W lochu. Mnie też chciano skazać, lecz błagała Matriarchinie, by to ją wzięły. I… tak się stało. Uznano, że Geraki próbował mną manipulować, ale nie byłam świadoma tego, co się dzieje. Zostałam wypuszczona. Tyle że teraz jestem pod ścisłym nadzorem strażników, w dodatku mam zakaz odprawiania nabożeństw. – Im dłużej Anastazja mówiła, tym bardziej głos się załamywał. To wszystko sprawiało jej duży ból.
– Moja droga. – Nikanora ukucnęła przy koleżance. – Nie chcę udawać, że rozumiem, ile przeżyłaś. To były… długie dni. Chodźmy już. Na pewno jutro będzie lepiej…
– Nie będzie lepiej! – wrzasnęła Anastazja ze łzami w oczach. – Czy naprawdę to do ciebie nie dociera? Wszystko stracone! Nic nie mogłam zrobić, by go uratować. Nawet Kaliksta… A to wszystko… przeze mnie…
Nikanora objęła czule przyjaciółkę. Pozwoliła, by wypłakała się na jej ramieniu.
– Robiliście wszystko, żebym miała lepiej – rzekła Anastazja po chwili, jeszcze w spazmach. – Geraki, Kaliksta… nawet ty. Nic ode mnie nie zależy. Jestem nikim…
Taumaturg odtrąciła koleżankę. Spojrzała na nią z wyrzutem.
– Nieprawda – odparła stanowczo. – Dziewczyno, ogarnij się. Wyręczaliśmy cię we wszystkim? A kto się uczył tyle czasu, by dobrze służyć Feniks? Wielu avesów może ci zazdrościć wiedzy!
– Nie byłam w stanie uwolnić Gerakiego…
– Co z tego? Rozumiem, mnie też jest smutno… ale na pewne sprawy nie mamy wpływu, choćbyśmy bardzo chcieli, żeby było inaczej. Daj sobie trochę czasu, odpocznij. Naprawdę, sama pociągnę nabożeństwa jakiś czas.
– Ale… ale…
Nikanora usłyszała łopotanie kolejnych skrzydeł. Do środka wkroczyli trzej avesowie – sądząc po skórzanych zbrojach, żołnierze. Czy może raczej strażnicy.
Kiedy tylko wylądowali przed kapłankami, jeden z nich zaczął:
– Szukamy Anastazji. Podobno służy w tej świątyni.
– Czego chcecie? – zapytała Nikanora, tłumiąc w sobie złość.
– Jesteśmy tutaj z rozkazu Drugiej Matriarchini, Amaranty.
– To ja – rzekła Anastazja, wstając. – Nie dość już wycierpiałam?
– Nie przybyliśmy tu po to, żeby was zabierać – odparł zbrojny. – Amaranta prosiła, abyśmy przekazali wiadomość. Doskonale wie, co się dzieje, i sama pragnie skończyć z rządami terroru.
Nikanora otworzyła dziób z zaskoczenia.
– Do czego miałabym być potrzebna? – zapytała koleżanka bez entuzjazmu. – Jestem pod nadzorem waszych strażników i nie mogę głosić kazań. Nie uczyłam się walczyć. Nie przydam się wam w żaden sposób.
– Druga Matriarchini nie oczekuje, żebyś robiła cokolwiek – odrzekł żołnierz. – To, co uczyni w kwestii reszty władczyń, pozostaje tylko w jej gestii. Chciała jedynie przekazać, że tak długo jak żyje, znajdujesz się pod naszą ochroną. Jeśli tylko gwardziści Eufrazji i Tryfeny ośmielą się zaatakować, będą mieli z nami do czynienia.
Kapłanki przetrawiały to, czego się dowiedziały. Z jednej strony wyglądało na to, że faktycznie Matriarchini chce pomóc. Z drugiej, Nikanora nie czuła się przekonana.
– Jaką mamy gwarancję, że nie rzucicie się na nas, gdy uznacie to za wygodne?
Zbrojny wyjął przytroczony do pasa pergamin i przekazał Anastazji. Powoli go rozwinęła, po czym zaczęła czytać. Z każdą chwilą coraz bardziej wytrzeszczała oczy.
– Co tam jest napisane? – zapytała taumaturg.
– Amaranta oficjalnie zdejmuje ze mnie nadzór – odparła tamta. – I mam pełną swobodę w organizacji obrzędów feniksjańskich.
– Dokładnie tak – odezwał się żołnierz. – Jak mówiłem, od naszej pani macie pełne wsparcie. Co postanowicie z tym zrobić, to jest już po waszej stronie.
– W porządku – rzekła Anastazja. – A co z Kalikstą?
– Nadal jest przetrzymywana w lochu, ale pracujemy nad tym, żeby ją uwolnić.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
– Przekażcie władczyni, proszę, że jesteśmy jej wdzięczne.
– Tak zrobimy. Jeśli będziecie czegoś potrzebowały, szukajcie nas w pobliżu.
Zbrojni rozłożyli skrzydła, po czym opuścili świątynię w taki sam sposób, jak weszli.
– Anastazjo… wiesz, co to oznacza? – rzekła Nikanora uradowana.
– Tak – odparła tamta smutno. – Tylko że znowu to jest coś, co zawdzięczam innym, a nie sobie…
Taumaturg przewróciła oczami.
– Czy mogę ci coś doradzić?
– Oczywiście.
Podeszła do koleżanki i powiedziała, patrząc jej prosto w oczy:
– Nie myśl o tym, na co nie masz wpływu. Nigdy.
Anastazja powoli kiwnęła głową.
– Nikanoro?
– Słucham cię.
– Myślę, że mam pewien pomysł. Potrzebuję… trzech dni. Do tego czasu poradzisz sobie beze mnie?
Przyjaciółka nie zastanawiała się długo nad odpowiedzią:
– Nawet dłużej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
– Tylko trzy dni, Nikanoro. Nie więcej.
* * *Kolejni avesowie zlatywali się i siadali w klęku na poduszkach. Anastazja stała za amboną, przyglądając się temu wszystkiemu. Choć po boku na żerdzi klękała Nikanora, zżerał ją stres. Mimo że jeszcze przed audiencją u Matriarchiń prowadziła nabożeństwa, zajmowała się tym dopiero od niedawna i nadal brakowało jej pewności siebie. W dodatku biorąc pod uwagę to, o czym zamierzała głosić kazanie…
Czuła jednak, że musi o tym powiedzieć. Tych modłów nikt nie zapomni.
Gdy wierni zajęli miejsca, Anastazja donośnym głosem przerwała gwar:
– Niechaj dobrotliwa Feniks płonie nad nami!
– I tak po wieki wieków – odrzekli avesowie unisono.
Młoda kapłanka powiodła wzrokiem po zgromadzonych. Po chwili zaczęła:
– Jak wiecie, nasza Pani nakazuje, byśmy okazywali szacunek dla cudzego życia. Z pewnością jest to trudne w dzisiejszych czasach, gdy mamy wojnę; gdy nie wiemy, czy członek naszej rodziny lub przyjaciel tak naprawdę nie wspiera wroga… Owszem, wszyscy jesteśmy zmęczeni. Mamy ochotę zapomnieć o tym, w jakich okolicznościach przyszło nam żyć. To sprawia, że usypiamy naszą czujność. Z pewnością nieraz myślimy, że może i gdzieś dalej to jest problem, ale „nas to nie dotknie”. Trudno, żebyśmy posądzali własnych bliskich o współpracę z Kelaghiem.
– To jedna skrajność – ciągnęła Anastazja. – Jednakże istnieje też druga: ta, w której zapominamy, czego uczy nas Feniks. Dzieje się tak, kiedy ostracyzujemy pobratymców wyłącznie za podejrzenia, że mogą sprzyjać krukowatym. Kiedy z tytułu tych samych podejrzeń skazujemy ich na śmierć, nawet jeśli udowodnią, że chcą czynić dla Ellii dobrze. Kiedy decydujemy się na takie środki nie ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców, lecz dlatego, że pragniemy utrzymać własne stanowiska. Utrzymać się przy władzy.
Dziewczyna przerwała. Tak jak uczyła ją Kaliksta, dała słuchaczom przestrzeń, by przemyśleli jej słowa. Wykorzystała tę chwilę, by przyjrzeć się Nikanorze. Koleżanka patrzyła na nią z uznaniem.
Anastazja kontynuowała zachęcona:
– Z pewnością znacie osoby, które dotknął ten terror. To, co robią urzędnicy, dowódcy… To wszystko odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem Matriarchiń. Zwłaszcza Pierwszej, Eufrazji. Jej nie obchodzą nauki Feniks. W czasach, w których potrzebujemy jak najwięcej avesów, pcha nas ku zagładzie. Choć prawdą jest, że musimy na siebie uważać, my jako wierni wyznawcy pamiętajmy, co przekazuje dogmat naszej wiary. Marzę o tym, by obecna Ellia umarła. By się odrodziła, z moralnym społeczeństwem, które opracuje nowe metody, nieprowadzące do jego bezsensownego przetrzebiania.
Kapłanka czuła się już tak pewnie jak nigdy wcześniej, jakby Feniks we własnej osobie ją namaściła, by wypowiedziała te słowa.
– Terror mógł dotknąć waszych bliskich, a wkrótce ofiarą możecie paść także wy sami. Dlatego wzywam was, byście podjęli działania! Okazujcie niezadowolenie. Pokażcie, że można, a nawet należy rządzić inaczej. Matriarchinie nie są naszymi właścicielkami, mają nas tylko reprezentować. Jeśli nie czynią tego należycie, rządzić muszą te aveski, które zadbają o lud. Zwyciężymy w tej wojnie, lecz tylko wtedy, gdy się zjednoczymy.
– I co by się nie stało, zapamiętajmy: to, co umiera, zawsze się odradza. Tak rzecze Feniks. Powstańmy.
Wierni postąpili zgodnie z poleceniem i zaczęli odmawiać modły do bogini, a wraz z nimi – kapłanki.
To był dobry początek. Do tej pory Anastazja trzymała się na uboczu i zajmowała swoją działką, pozwalając, by inni robili wszystko za nią. Może słusznie, gdyż sama nie udźwignęłaby tak ogromnej odpowiedzialności. Nie czuła jednak, że cokolwiek wynika z jej zasług.
Nie zamierzała nigdzie uciekać. Gdyby postąpiła inaczej, to poświęcenie Gerakiego, Kaliksty, a nawet Nikanory poszłoby na marne. Nie było już odwrotu. Nie spocznie, dopóki kraj nie doczeka się zmian.
* * *Kolejne jej kazania podburzały lud przeciwko Matriarchiniom. Choć strażnicy jak najbardziej interesowali się młodą kapłanką, a nawet próbowali ją pojmać pomimo oficjalnego pisma, zbrojni z ramienia Amaranty szybko rozprawiali się z intruzami.
Z czasem do świątyni wróciła Kaliksta. Anastazja cieszyła się, że żołnierze zdołali ją uwolnić, a sama mentorka – że podopieczna była cała i zdrowa.
Kiedy dziewczyna przelatywała przez miasto, widziała efekty swoich działań. Mieszkańcy protestowali, żądając odsunięcia Matriarchiń od władzy. Żołnierze próbowali się z nimi rozprawiać, lecz w takich sytuacjach również zawsze wkraczali gwardziści Amaranty. Dochodziło nawet do zamieszek. W końcu Kaliksta dowiedziała się z pierwszej ręki, że w pałacu zdarzył się zamach stanu, w wyniku którego wyłączną władzę przejęła Druga Matriarchini. Świadoma wszelkich błędów popełnionych przez poprzedniczkę, musiała uczynić wszystko, by lud ponownie zaufał władczyni.
Młoda kapłanka nie brała udziału w żadnych konfliktach. Czuła się dobrze tam, gdzie była. Wpływała na wydarzenia w sposób, do którego przyuczano ją od dawna: zza ambony, wykorzystując nabytą wiedzę. Znalazła swoje powołanie.
Tamta strachliwa Anastazja przestała istnieć. Odrodziła się nowa, gotowa na wszystko.
Category Story / Fantasy
Species Falcon
Size 50 x 50px
File Size 84 kB
Listed in Folders
You wanted to read the story so much that you translated it using a translator... Wow. Just to be clear, I consider it a BIG compliment. I really appreciate that you like my work!
It's not explained in the story why actually Zefiryna was so much up to convince everybody that the medallion was hers. The fact is that the Matriarchs decided to believe the general rather than a common soldier.
What do you think about the story as a whole? Was there something that you liked more? Were there things you didn't like about it?
It's not explained in the story why actually Zefiryna was so much up to convince everybody that the medallion was hers. The fact is that the Matriarchs decided to believe the general rather than a common soldier.
What do you think about the story as a whole? Was there something that you liked more? Were there things you didn't like about it?
FA+

Comments